wtorek, 17 czerwca 2014

Bear Me, czyli od krótkometrażówki (2012) do serialu (2014)


Animacje krótkometrażowe należą do specyficznego rodzaju filmów, który wymaga od twórców dużej precyzyjności, zwięzłości i pomysłowości. Tylko w ciągu kliku lub kilkudziesięciu minut muszą całkowicie przykuć uwagę odbiorcy i zaangażować go w rozgrywającą się opowieść. Odnoszę wrażenie, że o jej wartości decyduje przede wszystkim ładunek emocjonalny, jaki ze sobą niesie oraz końcowe przesłanie. Niesamowite jest to, że pomimo tak ograniczonego czasu i często skromnych środków wyrazu obrazy te mogą przekazać głębszą treść niż produkcje pełnometrażowe. Fascynująca fabuła, dopracowana strona wizualna oraz dobitny i wyrazisty przekaz sprawiają, że niektóre potrafią pozostać w pamięci naprawdę na długo.


Do seansu krótkich metraży podchodzę bardzo entuzjastycznie i z ciekawością sięgam po kolejne propozycje. Moje zamiłowanie i pozytywne nastawienie sprawiło, że z chęcią zapoznałam się również z „Bear Me”. Przeglądając stronę internetową poświęconą temu projektowi, od razu urzekła mnie cudna oprawa artystyczna, które skutecznie przekonała mnie do bliższego zapoznania się z nim. Zachęcam do odwiedzin: KLIK. Jaka historia kryje się za tymi uroczymi rysunkami?


Jeszcze w 2012 roku Kasia Wilk, nie sądziła, że krótkometrażowy film stanowiący jej pracę dyplomową zyska sympatię i uznanie szerszej publiczności. Pomysł na stworzenie Lilii i jej przyjaciela misia narodził się w głowie tej studentki niemieckiej akademii filmowej już w 2009 roku. Poszukując różnych sposobów na wyrażenie siebie, postanowiła skupić się na motywie niezwykłej i niemal bezgranicznej przyjaźni pomiędzy dwoma, zupełnie odmiennymi osobnikami. Polska premiera „Bear Me” miała miejsce na warszawskim festiwalu „Łodzią po Wiśle”, na którym otrzymał specjalne wyróżnienie Jury. W sumie zdobył aż 18 nagród i odznaczeń


Obraz okazuje się wyśmienitą opowieścią o sile przyjaźni i potrzebie obcowania z innymi. Od pierwszych chwil oczarowuje prostotą i bezpretensjonalnością, które sprawiają, że choć takie scenariusze znamy na pamięć, chcemy je przeżywać na nowo. Nie ma tu bowiem nic odkrywczego, ale jednocześnie forma staje się doskonałym wzbogaceniem treści. Ciekawa grafika nadaje jej niepowtarzalnego klimatu, dzięki któremu z twarzy widza nie schodzi uśmiech. Łatwo można przekombinować i przesadzić z drobiazgowością, ale na szczęście autorka jest świadoma tego, co i jak chce pokazać. Powoli snuje bajkową, choć jakby nieco melancholijną historię, która na kilka minut przenosi nas w milsze miejsce. Specyficzny akcent i głos narratora idealnie wpasowują się w klimat i nadają dziełu jeszcze bardziej charakterystycznego wyrazu. Skromna, ale pełna wdzięku stylistyka jest doskonałym dowodem na to, że Kasia dysponuje dobrym wyczuciem estetyki. Liczę, że zasób pomysłów się jej nie wyczerpie, ponieważ naprawdę zaciekawiły mnie losy dziewczynki i niedźwiadka. Wciąż na ustach pozostaje mi jednak pytanie: do czego właściwie dąży „Bear Me”? Co z tego wszystkiego wynika? Niestety, krótkometrażówka nie daje mi jeszcze na to wyczekiwanej odpowiedzi.


Niedługo po premierze liczne sukcesy oraz zainteresowanie tematyką i relacjami między bohaterami przyczyniło się do podjęcia działań w celu przekształcenia kilkuminutowej animacji w 13-odcinkowy serial. Premiera pierwszego odcinka odbyła się 12 czerwca, a kolejny już 19 czerwca. Serdecznie zapraszam do seansu!

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz