piątek, 31 maja 2013

Gwiazd naszych wina - John Green

To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina.
William Szekspir, „Juliusz Cezar”

Wszystkie opinie na temat najnowszej powieści Johna Greena, które czytałam lub słyszałam były pozytywne. Bez wyjątku. Zaciekawiona, musiałam w końcu po nią sięgnąć i sama się przekonać, co takiego kryje się w tej niepozornej książce. „Gwiazd naszych wina” okazało się ciepłą i poruszającą opowieścią o młodych ludziach, skierowaną jednak nie tylko do nich.

Hazel Grace ma szesnaście lat i choruje na raka. Na co dzień towarzyszy jej aparat tlenowy, który umożliwia prawidłowe oddychanie. Nie uczęszcza do normalnej szkoły, niewiele wychodzi z domu. Spędza czas na czytaniu, najczęściej po raz kolejny swojej ulubionej książki i oglądaniu programów rozrywkowych. Pewnego dnia lekarz uznaje, że dziewczyna zapada w depresję i rodzice postanawiają wysłać ją na zajęcia grupy wsparcia. Skład nieustannie się zmienia, a członkowie są młodymi ludźmi na różnych etapach rozwoju choroby nowotworowej. Hazel szybko łapie pozytywny kontakt z Isaakiem, cierpiącym na rzadki nowotwór oczu. Na jednym ze spotkań poznaje też Augustusa Watersa, z którym znajduje niezwykłą nić porozumienia. Dzięki niemu, wyrusza nawet we wspaniałą podróż, która sprawi, że nic już nie będzie takie jak wcześniej.

„Gwiazd naszych wina” jest znakomitym i wyjątkowym pod każdym względem dziełem. John Green porusza w swojej książce trudny i niepokojący temat, jakim jest śmiertelna choroba. Przedstawia metody leczenia głównie w sposób fikcyjny, ale mimo to niezwykle wiarygodnie. Historia nie przytłacza, za to niezwykle wciąga, dzięki czemu powieść pochłania się jednym tchem. Nie jest to szablonowa i schematyczna historia miłosna, ten wątek zostaje zepchnięty raczej na drugi plan, ale kolorowa i oryginalna podróż w poszukiwaniu szczęścia. Najciekawszymi elementami są inteligentne rozmowy dwójki przyjaciół, które stają się źródłem mądrości życiowych. Nie ma tu wartkiej i trzymającej w napięciu akcji, ale elektryzująca fabuła i błyskotliwe przesłanie. Dla bohaterów rak nie jest klęską, która niszczy całe życie i uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Starają się w miarę  swoich sił pokonywać przeciwności losu, Augustus udowadnia także, że pomimo choroby można spełnić swoje największe marzenia. Książka wywołuje różnorodne emocje, dawki radości i smutki zostały doskonale wyważone. Styl pisania wydał mi się bardzo przystępny i przyjemny w odbiorze. Autor snuje nieobliczalną i cudowną opowieść o miłości, życiu, śmierci, zdrowiu i chorobie. Często dzieli się z czytelnikiem refleksjami filozoficznymi, niekiedy stosuje nawet ironię. Wzrusza, śmieszy, a przede wszystkim raduje serce. 
Próbuję doszukać się tu jakiś wad, ale naprawdę nie jestem w stanie. „Gwiazd naszych wina” okazała się przejmująca i głęboko zapadła mi w pamięć. Green każdy szczegół dopracował do perfekcji i bez wątpienia stworzył piękne dzieło. Z chęcią sięgnę po inne książki jego autorstwa.

Siła tej powieści w dużej mierze tkwi również w fascynujących i wyrazistych postaciach. Główna bohaterka jest jednocześnie narratorem. Hazel początkowo rzadko wychodzi z domu, dużo wyleguje w łóżku, mało je i wiele myśli o śmierci. Stwierdza, że: Depresja jest skutkiem ubocznym umierania. (Zresztą rak też jest skutkiem ubocznym umierania. Właściwie prawie wszystko nim jest). Pomimo ciężkiej sytuacji, niepewnych diagnoz i przyszłości, dziewczyna nigdy się nie załamuje. Pogrąża się jednak w głębokiej melancholii i coraz bardziej odizolowuje się od ludzi. Wie, że jej rodzicom też nie żyje się łatwo, mama stara się poświęcać córce cały swój czas i rezygnuje nawet z pracy. Daje jej jednak dużą swobodę i chce, aby wiodła, na ile to możliwe, normalne życie. Uczy, że można czerpać radość z nawet z błahych i z pozoru nic nie znaczących rzeczy. Grupy wsparcia stają się dla Hazel wybawieniem, przede wszystkim dlatego, że tam pierwszy raz spotyka Augustusa. Chłopak szybko zwraca na nią uwagę i oczarowuje swoją szczerością. Pod wpływem swoich relacji oboje ulegają stopniowej przemianie i zaczynają naprawdę cenić to, co mają. Wszystkie postaci wykreowane przez Greena okazały się namacalne i niemal prawdziwe. Są to zwykli, ale w jakiś sposób nieprzeciętni ludzie, którzy jak każdy mają w życiu lepsze i gorsze chwile. Pomimo niepowodzeń brną jednak naprzód i nie poddają się.

„Gwiazd naszych wina” to przejmująca i fantastyczna historia o sile miłości i przyjaźni. Jest to powieść uniwersalna i jestem przekonana, że każdy odnajdzie w niej coś dla siebie.
Ocena: 6/6

2 komentarze:

  1. Uwielbiam książki o sile przyjaźni i miłości, ponieważ zawsze są w jakiś sposób ujmujące i uczuciowe. Na listę MUST READ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie ta powieść znokałtowała emocjonalnie

    OdpowiedzUsuń