środa, 13 września 2017

Filmy z 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty, które wejdą do kin w tym roku - warto obejrzeć!

Aż kilkanaście filmów z tegorocznej edycji Festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty jeszcze w ciągu najbliższych miesięcy pojawi się na ekranach polskich kin. Cieszy mnie fakt, że wśród nich znajdują się dwa, które zdecydowanie umieściłabym w najlepszej festiwalowej piątce, czyli „Droga Aszera” i „Twój Vincent”. Zaskakująco, wszystkie pozostałe oceniam także bardzo pozytywnie, co najmniej jako dobre. Jeśli nie uczestniczyliście w festiwalu albo chcecie nadrobić niektóre tytuły, gorąco polecam seanse poniższych filmów.

The Square (2017)
PREMIERA: 15 września 2017
reżyseria: Ruben Östlund
scenariusz: Ruben Östlund
muzyka: Fredrik Wenzel
produkcja: Dania, Francja, Niemcy, Szwecja
gatunek: dramat, komedia

Laureat tegorocznej Złotej Palmy o intrygującym, choć niejasnym zwiastunie stanowi wielką satyrę na sztukę współczesną i społeczeństwo. Jest jedyny w swoim rodzaju, absolutnie nieprzewidywalny i wciągający od początku do końca. Porusza aktualne tematy w oryginalny sposób i nie daje się wciągnąć w schematy. Nie boi się także przekraczać granicy absurdu, co robi zresztą z dużą precyzją i urokiem. Choć dostrzegam w filmie dużo zalet, nie należę do grona widzów uznających go za niekwestionowanego zwycięzcę T-Mobile NH. Mam problem z rolą Claesa Banga. Sylwetka głównego bohatera wydaje mi się bowiem słabo nakreślona, przez co miałam wrażenie, że oglądam kilka różnych osób, a nie jedną. Doceniam jednak błyskotliwy i zabawny scenariusz, który sprawił, że z ekscytacją śledziłam losy mężczyzny. „The Square” ogląda się lekko i na pewno przypadnie do gustu nie tylko wielbicielom festiwalowego kina.
Ocena: 7/10

Ptaki śpiewają w Kigali (2017)
PREMIERA: 22 września 2017
reżyseria: Krzysztof Krauze, Joanna Kos-Krauze
scenariusz: Krzysztof Krauze, Joanna Kos-Krauze
muzyka: Paweł Szymański
produkcja: Polska
gatunek: dramat społeczny

Film podejmuje tematykę ludobójstwa w Rwandzie, skupiając się jednak nie na samej masakrze, a na losach dwóch kobiet. Jowita Budnik wciela się w rolę ornitolożki, która ucieka z kraju, wywożąc ze sobą Claudine z plemienia Tutsi, czyli córkę zamordowanego współpracownika. Można by się spodziewać, że wspólne doświadczenia połączą bohaterki silną, przyjacielską więzią, ale sytuacja nie jest taka oczywista. Ujęło mnie, jak niejednowymiarowo przedstawiono ich relację. Zmagają się z wieloma sprzecznymi uczuciami, co prowadzi do burzliwych konfliktów. Wdzięczność i chęć pomocy mieszają się z gniewem i oskarżeniami o zniszczenie życia. „Ptaki śpiewają w Kigali” odsłania głębię psychiki, ukazując wiarygodne i przejmujące portrety postaci. Sceny wyglądają bardzo surowo i chłodno, kamera często z daleka, np. zza niedomkniętych drzwi, obserwuje rozgrywające się wydarzenia. Pozostawiam bez oceny.

Piękny kraj / God's Own Country (2017)
PREMIERA: 22 września 2017
reżyseria: Francis Lee
scenariusz: Francis Lee
muzyka: Dustin O'Halloran
produkcja: Wielka Brytania
gatunek: melodramat

Obraz przedstawia zajmującą i pełną uroku, a chwilami brutalnie szczerą historię o potrzebie bliskości i miłości. Ścierają się ze sobą dwie zupełnie różne osobowości: sfrustrowanego rolnika z Yorkshire oraz spokojnego imigranta z Rumunii. Z czasem nabierają do siebie zaufania, odrzucają sztywne przyzwyczajenia i odkrywają, czego brakuje im do poczucia spełnienia. Film sięga po klasyczne schematy i nadaje im pewną dozę świeżości. Podobało mi się, jak twórcy rozwinęli relacje rodzinne głównego bohatera, uniknęli bowiem oklepanych rozwiązań. Akcja rozgrywa się na łonie natury, nie brakuje więc naturalistycznych i surowych widoków, które świetnie wpasowują się klimat całej opowieści. Czuć aurę samotności, wręcz izolacji od świata, znakomicie łączącą się z dynamiką relacji między postaciami. „Piękny kraj” potrafi również być w nienachalny sposób zabawny i zaskakująco optymistyczny.
Ocena: 7/10

Twój Vincent / Loving Vincent (2017)
PREMIERA: 6 października 2017
reżyseria: Dorota Kobiela, Hugh Welchman
scenariusz: Dorota Kobiela, Hugh Welchman
muzyka: Clint Mansell
produkcja: Polska, Wielka Brytania
gatunek: animacja, dramat, kryminał

Jest to pierwszy pełnometrażowy film zrealizowany techniką animacji malarskiej. Najpierw wszystkie sceny nakręcono z udziałem prawdziwych aktorów (Douglas Booth, Robert Gulaczyk, Chris O'Dowd, Saoirse Ronan, Aidan Turner i in.). Później na płótnie wyświetlano pojedyncze kadry, a 115 malarzy odmalowywało wszystkie klatki składające się na poszczególne ujęcia. Przez 4 lata pracy powstało 62 tysiące obrazów, które na koniec przekształciły się w 88-minutowy film. Dzięki owym skomplikowanym zabiegom udało nadać życie twórczości van Gogha na ekranie, sceny nawiązują bowiem do różnych obrazów. Aktorów ucharakteryzowano na podstawie wizerunków wykonanych przez malarza. Jeżeli jeszcze nie przekonałam was do seansu, dodam, że „Twój Vincent” zachwyca nie tylko stroną wizualną. Nie ma tu przerostu formy nad treścią, bo fabułę skonstruowano w równie pomysłowy sposób. Opiera się na śledztwie dotyczącym przyczyn i okoliczności śmierci Vincenta, przeplatanym wspomnieniami bohaterów, którzy go znali.
Ocena: 9/10

Fantastyczna kobieta / Una mujer fantástica (2017)
PREMIERA: 6 października 2017
reżyseria: Sebastián Lelio
scenariusz: Sebastián Lelio, Gonzalo Maza
muzyka: Matthew Herbert
produkcja: Hiszpania, Niemcy, USA, Chile
gatunek: dramat

Film porusza istotne i bardzo aktualne kwestie związane z uprzedzeniami, akceptacją i trudnościami, jakie można spotkać na swojej drodze. Gdy umiera partner głównej bohaterki, powoli odsłaniają się kolejne warstwy całej historii. Nieprzychylność jego rodziny wobec kobiety szybko przekształca się we wrogość, a nawet agresję. Daniela Vega spisała się znakomicie na pierwszym planie. Zagrała wyjątkowo przekonująco, widać, że ma w sobie dużą świadomość postaci. Bez problemu niesie na swoich barkach całą produkcję, nie bez powodu tytuł brzmi przecież „Fantastyczna kobieta”. Intymny klimat uzyskano również dzięki zręcznej grze światłem oraz pomysłowym ujęciom, często z jej perspektywy. Nietrudno zaangażować się w seans, który zresztą nie pozostawia emocjonalnie obojętnym. Więcej filmów o podobnej tematyce!
Ocena: 8/10

Po tamtej stronie / Toivon tuolla puolen (2017)
PREMIERA: 27 października 2017
reżyseria: Aki Kaurismäki
scenariusz: Aki Kaurismäki
muzyka: Timo Salminen
produkcja: Finlandia, Niemcy
gatunek: dramat, komedia

Aki Kaurismäki, stały bywalec Festiwalu w Cannes, z doskonałym wyczuciem stworzył stylową mieszankę komedii i dramatu. Film łączy ze sobą dwa zupełnie niepodobne wątki. Z jednej strony oglądamy młodego mężczyznę, który po ucieczce z Syrii szuka schronienia w Finlandii. Z drugiej strony, starszy mężczyzna, Fin, bez słowa porzuca swoje dotychczasowe życie i zostaje właścicielem restauracji o wątpliwej reputacji. Obie historie okraszono dużą dawką absurdalnego, ale subtelnego humoru. Poruszają aktualne tematy, a jednocześnie mają ogromny urok. „Po tamtej stronie” charakteryzuje się osobliwym i niesamowicie wciągającym klimatem. Zatrzymana w czasie scenografia, mroczne zdjęcia i energiczna muzyka składają się na dopracowaną stronę audiowizualną. Występuje tutaj intencjonalnie niemal całkowicie pozbawiona emocji gra aktorska. Jak to powiedział aktor Sakari Kuosmanen na spotkaniu po pokazie: Aki karze rzucać swoje kwestie jak cegły na beton.
Ocena: 8/10

A Ghost Story (2017)
PREMIERA: 27 października 2017
reżyseria: David Lowery
scenariusz: David Lowery
muzyka: Daniel Hart
produkcja: USA
gatunek: dramat, fantasy, romans

Żaden film 17. edycji festiwalu nie poruszył mnie tak mocno, jak zrobiła to „A Ghost Story”. Choć twórcy dysponowali małym budżetem, udało im się stworzyć hipnotyzującą i intymną historię młodej pary, którą rozdziela nagła śmierć męża. Mężczyzna powraca do domu jako duch. W głównych rolach występuje intrygujący duet - Rooney Mara i Casey Affleck. Przed aktorką stało trudno zadanie: kamera często skupia się na długo na jej twarzy i w wielu scenach musi grać sama. Poradziła sobie znakomicie, sprawnie kontrolując emocje bohaterki i wczuwając się w jej dramat. Nie mogę nie wspomnieć sceny jedzenia ciasta - perełka! Casey z kolei głównie snuje się pod pieczołowicie skonstruowanym, wielowarstwowym prześcieradłem. Duch samą obecnością wywołuje ogromną melancholię, a wizualnie prezentuje się nader poetycko. Strona artystyczna robi wspaniałe wrażenie. Muzyka kreuje elektryzujące napięcie, targając strunami emocji widza. Zmieniające się wraz z rozwojem wydarzeń oświetlenie scen zapiera dech. Skromna produkcja, a taka cudowna stylistyka zdjęć!
Ocena: 8/10

Droga Aszera / Scaffolding (2017)
PREMIERA: 17 listopada 2017
reżyseria: Matan Yair
scenariusz: Matan Yair
muzyka: Bartosz Bieniek
produkcja: Polska, Izrael
gatunek: dramat

Ogromnie mnie ten film zaskoczył. Nie spodziewałam się niczego specjalnego, zarezerwowałam na niego miejsce bez przekonania, a ostatecznie okazał się jednym z najlepszych, jakie widziałam podczas całego festiwalu. Fabuła prezentuje się prosto i dość klasycznie. Skupia się bowiem na losach chłopaka o burzliwym temperamencie, który nawiązuje nić porozumienia z nauczycielem historii literatury. Gwałtowny charakter ucznia w połączeniu z pasją i cierpliwością wykładowcy dają fascynujące efekty. Charyzma i cięty język głównego bohatera sprawiają, że nie sposób go nie polubić. Początkowo lekka i zabawna historia przekształca się w piękne studium różnych relacji, zarówno szkolnych, jak i rodzinnych. „Droga Aszera” porusza i skłania do własnych przemyśleń. Ostatnia scena jest absolutnie mistrzowska, oczywiście nic nie zdradzę. Po pokazie zostałam na spotkaniu z reżyserem. Sam uczy historii literatury, a scenariusz napisał na podstawie własnych doświadczeń. Mężczyzna w roli krnąbrnego ucznia grał właśnie siebie sprzed lat, co nadaje roli takiego autentyzmu. Ciekawostka: twórca dostał rekordowe kilkanaście komentarzy i pytań z widowni. Niektórzy zgłaszali się tylko, aby mu pogratulować i podziękować. Parę osób ledwo powstrzymywało łzy.
Ocena: 9/10

Dzikie róże
PREMIERA: 24 listopada 2017
reżyseria: Anna Jadowska
scenariusz: Anna Jadowska
muzyka: Agnieszka Stulgińska
produkcja: Polska
gatunek: dramat

To właściwie jedyny polski film z tegorocznej edycji festiwalu, na który wcześniej zamierzałam pójść i czekałam z niecierpliwością. Wcale się nie zawiodłam, choć przyznam, że na początku czułam się nieco zaniepokojona rozwojem akcji i obserwacją bohaterów, spodziewając się banalnych rozwiązań i jednowymiarowych portretów. Niepotrzebnie. Szybko zagłębiłam się w fascynujące studium życia zmagającej się z problemami kobiety. Absolutnie urzekła mnie gra Marty Nieradkiewicz, która kolejny raz pokazała swoje niezwykłe zaangażowanie w rolę. Wielki plus należy się także charyzmatycznemu Michałowi Żurawskiemu oraz debiutującej Natalii Bartnik znakomicie wcielającej się w postać ich córki. Film opowiada o trudnych relacjach rodzinnych, dylematach moralnych, (nie)godzeniu się z rzeczywistością i stratą. Wszystko rozgrywa się w scenerii natury, na wsi, gdzie nic się nie ukryje, co tworzy przytłaczającą atmosferę niepokoju. Cieszy mnie, kiedy pojawia się polski film z tak autentyczną grą aktorską i nieprzejaskrawioną, życiową historią.
Ocena: 8/10

Filmy z tegorocznego festiwalu, które ja muszę nadrobić:

Mięso - 22 września 2017 / Photon - 6 października

Dziecko apokalipsy - 6 października / Kobieta, która odeszła - 10 listopada

piątek, 8 września 2017

Najgorsze filmy 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Od 3 do 13 sierpnia we Wrocławiu miała miejsce 17. edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego T-Mobile Nowe Horyzonty. W festiwalu wzięłam udział po raz trzeci i udało mi się zaliczyć aż 45 filmów. Niestety obok dobrych, a nawet znakomitych obrazów obejrzałam również kilka naprawdę beznadziejnych. Przedstawiam 4 najgorsze.

Aparat Claire / Keul-le-eo-eui Ka-me-ra (2017)
reżyseria: Sang-soo Hong
scenariusz: Sang-soo Hong
muzyka: Pa-lan Dal
produkcja: Francja, Korea Południowa
gatunek: dramat

Bez wątpienia wszyscy wybrali się na seans skuszeni obecnością Isabelle Huppert i Min-hie Kim w obsadzie. Nie przeczę, tak było również ze mną. Francusko-koreański duet aktorski wydaje się naprawdę ciekawym połączeniem. Pomysł na film zrodził się niespodziewanie w czasie spotkania reżysera oraz jego partnerki Min-hie Kim z Isabelle Huppert na festiwalu w Cannes. Całość nakręcono jeszcze w czasie ich pobytu w mieście. Fakt ten, choć brzmi jak dobra anegdota, w pewien sposób powinien naprowadzić już na jakość „Aparatu Claire”. Łatwo zauważyć bowiem spontaniczność przy tworzeniu scenariusza, która zaowocowała powstaniem nudnej i dość banalnej historyjki. Papierowe postacie snują się leniwie po ekranie, rzucają kwestiami i toczą jakieś pseudofilozoficzne dysputy, nieudolnie próbując skłonić widzów do refleksji. Jeśli nie uśnie się w trakcie i przysłucha wywodom na tematy z pozoru przełomowe i głębokie, można wyłapać małą dawkę nienachalnego humoru. Nie jest to jednak komizm wyjątkowo przekonujący czy odświeżający senną konwencję. Przyznaję, nie sposób się jednak nie uśmiechać na widok głównych aktorek. Isabelle zaskakuje, odchodząc od swojego klasycznego wizerunku. Zwykle oglądamy ją w roli chłodnej i dominującej osoby, powściągliwej w ujawnianiu uczuć. Tutaj jest uśmiechnięta, wesoła i niezwykle rozmowna – jakież to dziwne. W takim wydaniu bardzo mi się podobała, chcę więcej pozytywnej Isabelle. Jej bohaterka robi zdjęcia, a druga właśnie straciła pracę. Przypadek sprawia, że spotykają się na swojej drodze. Dynamizmu akcji nie nadaje nawet praca kamery, sceny kręcono na jednym ujęciu. Nie dość, że brakuje pomysłowości przy fabule i postaciach, to jeszcze właśnie przy warstwie artystycznej. Twórcy nie popracowali nawet nad zdjęciami, nie udają, że dążą do stworzenia czegoś nowatorskiego. Całe szczęście film trwa tyko nieco ponad godzinę.

Dziwne ptaki / Drôles d'oiseaux (2017)
reżyseria: Élise Girard
scenariusz: Élise Girard
muzyka: Bertrand Burgalat
produkcja: Francja
gatunek: dramat, komedia

Na ten film poszłam tylko ze względu na Lolitę Chammah, czyli córkę Isabelle Huppert w roli głównej. Podobieństwo tych dwóch kobiet jest zresztą porażające. O ile jeszcze „Tama”, czyli drugi film z Lolitą z tegorocznej edycji festiwalu, przedstawiała jakąś głębię relacji między postaciami i widać w niej świadome decyzje odnośnie strony audiowizualnej (wybór wielkości kadru i muzyki), o tyle „Dziwne ptaki” zawiodły mnie pod każdym względem. Główna bohaterka zatrudnia się jako pomoc w zaniedbanej księgarni. Właściciel, starszy mężczyzna, płaci jej dużo, a na klientach w ogóle mu nie zależy. (Och nie, mój opis brzmi zbyt zachęcająco.) Między nimi zaczyna się wkrótce zawiązywać romantyczna relacja. Wszystko jest tak naciągane, płytkie i nieprzekonujące, że nie sposób się emocjonalnie zaangażować w całą historię. Problem leży już u samych podstaw, scenariusz nie oferuje nic nowego. Twórcy nie grają nawet dobrze na schematach, nie potrafią stworzyć ciekawego studium psychologicznego zagubionego człowieka, popadają w banały. Dodatkowo całość okraszają sporą dawką pretensjonalnych przemyśleń, które kobieta snuje w pamiętniku. Nie wiadomo, do czego dąży ten film. Nic bowiem w nim nie ma. Najciekawiej robi się, kiedy okazuje się, że udało się jej wysprzątać całą księgarnię. (Ale w jaki okropny sposób układała te książki! W dwóch rzędach?! Nawet tego nie mogła robić ładnie?) Plusik za Paryż, bo zawsze nadaje nieco uroku. Nie ma jednak wielkiego znaczenia miejsce akcji, skoro nie obchodzi nas nikt, kto się tam znajduje i co się tam dzieje. Nadzieje związane ze stroną wizualną upadają na widok przypominających animacje z PowerPointa przejść między scenami. Mają nadać jakiś klimat? Nie wyszło. Brakuje jakiejkolwiek oryginalności czy wyczucia estetyki. Nie chce się oglądać ani jego, ani jej, ani Paryża w takiej drętwej wersji. „Dziwne ptaki” irytują i wypompowują energię z widza.

Szron / Šerkšnas (2017)
reżyseria: Sharunas Bartas
scenariusz: Sharunas Bartas, Anna Cohen-Yanay
muzyka: Eitvydas Doškus
produkcja: Francja, Polska, Ukraina, Litwa
gatunek: dramat

Widzę, co twórcy chcieli osiągnąć, jaki przekaz chcieli nadać swojemu dziełu. Widzę nawet spory potencjał zarówno pod względem fabularnym, jak i audiowizualnym. Niestety nie mogę dawać więcej gwiazdek za same dobre chęci, kiedy realizacja okazuje się absolutnie fatalna. Pomysł daje szerokie spektrum możliwości na rozwój ciekawych bohaterów i stworzenie błyskotliwego komentarza do obecnej sytuacji na świecie. Dwójka młodych Litwinów ma za zadanie przewieźć samochodem pomoc humanitarną na Ukrainę. Nie są świadomi, na co się zgadzają i z czasem ujawnia się ich ignorancja. Z założenia podróż ma ich czegoś nauczyć, akcję poprowadzono jednak w niesamowicie amatorski sposób. Wygląda, jakby scenarzyści rozpisali jedynie początek i zakończenie, a po drodze wciskali dłużące się sceny rozmów, które nieudolnie mają przekazać pewne prawdy i wartości. Nie znoszę w kinie nachalnego moralizatorstwa, a „Szron” jawi się właśnie jako esencja łopatologicznego prowadzenia historii. Koszmarne dialogi! Nie czuć nawet emocji postaci, wszystkie konfrontacje wypadają raczej dennie i żenująco. Zamiast zachęcać do głębszych przemyśleń wywołują w widzu frustrację i znużenie. Nie ma żadnego napięcia, nie ma przejmujących wyzwań. Zachowanie ludzi wydaje się często kompletnie nielogiczne, a motywacje niezrozumiałe. Nie da się nikomu kibicować, bo każdy mocno irytuje. Główni bohaterowie zasługują na wyróżnienie dla największych idiotów na pierwszym planie. Aktorzy nie próbują wyciągnąć czegoś więcej ze swoich jednowymiarowych ról. Nie pomagają nawet Andrzej Chyra i Vanessa Paradis w obsadzie. Negatywnie zaskoczyła mnie również warstwa artystyczna. Zdjęcia są do bólu przeciętne, całość kręcono tylko na dwie kamery. Szkoda, bo ekipa wyjechała na parę miesięcy na Ukrainę, a więc nie brakowało potencjału, aby chociaż wizualnie film się sprawdził. Zadziwia mnie fakt, że „Szron” wyświetlono na otwarcie festiwalu obok „Podwójnego kochanka”, „The Ghost Story” i „Kobiety, która wyszła”.

Jeannette. Dzieciństwo Joanny d’Arc / Jeannette l'enfance de Jeanne d'Arc (2017)
reżyseria: Bruno Dumont
scenariusz: Bruno Dumont
muzyka: Gautier Serre
produkcja: Francja
gatunek: musical, komedia

Ostatni dzień festiwalu, nie znalazłam intrygujących produkcji w danym bloku, więc zdecydowałam się zaryzykować i dać szansę „Jeannette”. Czego się jednak można spodziewać po musicalu o dzieciństwie Joanny d’Arc? W dodatku w reżyserii człowieka odpowiedzialnego za slapstickowe „Martwe wody”. Nie zrozumcie mnie źle – „Martwe wody” mi się podobały, ale styl Dumont w połączeniu z gatunkiem i tematyką „Jeannette” mocno obniżyły moje oczekiwania. Niezaskakująco, miałam słuszne obawy. Już w pierwszej scenie pojawia się tytułowa bohaterka i przez kilka minut śpiewa jakąś pobożną piosenkę, brodząc w strumieniu. Porywający początek. Przyznam, że perspektywa siedzenia w fotelu kinowym przez kolejne dwie godziny wydała mi się wtedy dość przerażająca. Ostatecznie wytrzymałam i nie zasnęłam, ale relacja z wydarzeń rozgrywających się na ekranie okazałaby pewnie znacznie zabawniejsza niż sam film. Jako że mamy do czynienia z pastiszem, wszystkie piosenki są przydługie oraz intencjonalnie bardzo złe, bardzo tandetne i bardzo męczące – no dobrze, do tego, aby męczyły chyba niekoniecznie twórcy dążyli. Bohaterowie prowadzają przeintelektualizowane rozważania, śpiewają i tańczą w oderwany od rzeczywistości, a głównie od muzyki, sposób. Efekt zamierzony, oczywiście, tylko dlaczego na sali śmiały się dwie osoby? Utwory o wzniosłym przekazie skontrastowano z rockową oprawą i chaotyczną choreografią. Źródłem komizmu ma być zatem pomieszanie konwencji i absurdalność sytuacji. Niezły pomysł, problem w tym, że z każdym kolejnym wykonaniem widz czuje się coraz bardziej zażenowany i zmęczony. Po jakimś czasie głupota bohaterów nie jest już nawet powodem do uśmiechu. „Jeannette” okazuje się piekielnie jednostajna – zdecydowana większość akcji rozgrywa się w tym samym miejscu, mało się zmienia również w fabule, humor przedstawia ciągle identyczny poziom, a postacie nudzą. Szkoda, że zamiast dwugodzinnego filmu nie powstała krótkometrażówka albo skecz.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Co ci siedzi w głowie, Xavier?


Seans dobiega końca, światła zaczynają się zapalać, publiczność wstaje z miejsc i jednocześnie na całej sali rozbrzmiewa gromki aplauz. Okrzyki, gwizdy i głośna owacja na stojąco trwają nieprzerwanie przez kilkanaście minut. Jednymi z widzów i gości są aktorzy Anne Dorval, Suzanne Clément i Antoine-Olivier Pilon, a także Xavier Dolan. Cała czwórka nie ukrywa swojego wzruszenia i radości. To właśnie „Mama” – film w reżyserii Dolana spotkał się z tak wspaniałym przyjęciem na pokazie premierowym i okazał się istną sensacją podczas 67. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes w maju 2014 roku.

Choć Xavier Dolan ma zaledwie 28 lat, stworzył już w sumie siedem pełnometrażowych filmów fabularnych. Zajmuje się nie tylko reżyserią, pisaniem scenariuszy i grą aktorską. Najczęściej pełni również rolę producenta i montażysty, zajmuje się projektowaniem kostiumów i doborem ścieżki dźwiękowej. Zapytany o to, czy widzi siebie po pierwsze jako aktora odpowiedział: 1„Nie widzę, jestem. Po pierwsze i przede wszystkim to jest to, kim jestem. W ten sposób podchodzę do tworzenia filmów, przez pryzmat  aktorstwa. To jest to, co sponsoruje każdą decyzję. To jest, to co motywuje każdy ruch, każdą reakcję.”. Wszystkie jego filmy oprócz najnowszego “The Death and Life of John F. Donovan” są francuskojęzyczne.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Najciekawsze odcinki Doktora Who, które można obejrzeć wyrwane z kontekstu


Chcesz zacząć oglądać „Doktora Who”, ale nie masz czasu albo ochoty męczyć się przez wszystkie 10 sezonów? Oto lista najlepszych, moim zdaniem, odcinków, po które możesz sięgnąć, nie znając wcześniej serialu. Przed seansem musisz jednak poznać kilka najważniejszych informacji.

Doktor jest Władcą Czasu, pochodzi z planety Gallifrey i ma dwa serca. Podróżuje w czasie i przestrzeni statkiem kosmicznym TARDIS razem z towarzyszem albo towarzyszami. TARDIS ma popsuty system zmieniania się w obiekt typowy dla otoczenia i cały czas wygląda jak brytyjska budka policyjna z 1963 roku. Po śmierci Doktor regeneruje się w nowym ciele, dlatego aktorzy grający go wciąż się zmieniają. Z każdym kolejnym wcieleniem zmienia się nie tylko wygląd Doktora, ale także osobowość, choć zachowuje on wszystkie dotychczasowe wspomnienia.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Fenomen Krzysztofa Kieślowskiego

Kino to nie publiczność, festiwale, recenzje, wywiady. To wstawanie codziennie o szóstej rano. To zimno, deszcz, błoto i ciężkie lampy. To nerwowe zajęcie, któremu w pewnym momencie wszystko musi zostać podporządkowane – także rodzina, uczucia, prywatne życie. […] Kino na całym świecie jest podobne: dostaję w małej hali zdjęciowej kąt, w którym stoi przypadkowa kanapa, jakiś stół, krzesła. W tym udawanym wnętrzu groteskowo brzmią moje groźne komendy: Cisza! Kamera! Akcja!. Po raz kolejny męczy mnie myśl, że wykonuję niepoważny zawód. Kilka lat temu francuska Libération zapytała kilkunastu reżyserów, dlaczego robią filmy. Odpowiedziałem wówczas: Bo nie umiem nic innego.
Krzysztof Kieślowski, „Autobiografia”, 1993


Na  hasło „Krzysztof Kieślowski” każdemu z nas przychodzi zapewne do głowy inny film, inny obraz. Ten nieżyjący już polski twórca, kojarzony głównie z „kinem moralnego niepokoju”, pozostawił po sobie bogaty i niezwykle różnorodny dorobek. Przez lata zdążył  zapisać się w kanonie znakomitych i szanowanych postaci, które miały ogromny wkład w rozwój światowego kina. Zdobył wiele nagród i wyróżnień, w tym dwie nominacje do Oscara, trzy nominacje do Złotej Palmy, Złotego Lwa w Wenecji czy dwa Złote Lwy na festiwalu w Gdyni. Za swoje liczne zasługi otrzymał Order Sztuki i Literatury, status honorowego członka Brytyjskiego Instytutu Filmowego oraz członkostwo Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Nie brakowało jednak także głosów krytyki jego twórczości.