sobota, 7 stycznia 2017

Najlepsze filmy 2016 roku

Człowiek-scyzoryk / Swiss Army Man

„Człowiek-scyzoryk” jest bez wątpienia jednym z najbardziej szalonych i oryginalnych filmów, jakie kiedykolwiek powstały. Paul Dano wcielił się w rolę rozbitka, który odcięty od świata, postanawia popełnić samobójstwo. Nieoczekiwanie na horyzoncie pojawia się bohater Daniela Radcliffe’a, czyli… pierdzące zwłoki o wielu zadziwiająco przydatnych funkcjach. Mogłoby się wydawać, że tak absurdalna fabuła okaże się zupełnie niestrawna i głupia – nic bardziej mylnego. Choć pierwsze pierdy zapowiadają jedynie nonsensowną komedię, szybko okazuje się, że film kryje w sobie niezwykłą głębię i mądrość. Z jednej strony wydaje się niewiarygodnie zabawny (histerycznym śmiechom na całej sali kinowej nie było końca), ale z drugiej to prawdziwie poruszająca i refleksyjna opowieść o podróży do samoakceptacji. Nawet pierdzenie staje się metaforą. Twórcy łamią konwenanse i nie znają żadnych granic. „Człowiek-scyzoryk” angażuje całkowicie, chwyta za serce i urzeka. Skłania do przemyśleń, a można go interpretować na różne sposoby. Oprócz fantastycznego scenariusza i najwyższych lotów gry aktorskiej warto zwrócić uwagę na scenografię, charakteryzację i klimatyczną muzykę (często ją sobie puszczam w tle).
Ocena: 10/10

Służąca / Ah-ga-ssi

Najnowsze dzieło Park Chan-wooka okazuje się jednym z najbardziej spójnych i zniewalających filmów 2016 roku. Fabuła jest wielowarstwowa, a wszystko zaczyna się od pozornie prostej intrygi. Doświadczona naciągaczka (Tae-ri Kim) zatrudnia się jako służąca u bogatej arystokratki (Min-hie Kim), żeby przekonać ją do poślubienia oszusta podającego się za hrabiego (Jung-woo Ha). Film balansuje na granicy różnych gatunków: począwszy od dramatu, kryminału aż do thrillera i romansu. Opowiada o zemście, pieniądzach, pożądaniu i miłości. Niektóre sceny wydają się wyjątkowo subtelne i namiętne, a inne mroczne i perwersyjne. Sprawnie stopniowane napięcie powoduje, że „Służącą” ogląda się dosłownie z zapartym tchem. Przecudowna, wręcz olśniewająca warstwa audiowizualna doskonale współgra z pełną zaskakujących zwrotów akcji historią. Zachwyciłam się zmysłowością i hipnotycznym klimatem, intensywnie przeżywałam wszystko razem z bohaterami i zupełnie zatraciłam się w wizji twórców. O moich wrażeniach i różnych aspektach filmu pisałam również TUTAJ.
Ocena: 10/10

Zwierzogród / Zootopia

„Zwierzogród” należy do grona filmów animowanych, które oczarowują widzów w każdym przedziale wiekowym. Jest to bowiem inteligentna i przewrotna opowieść komediowo-przygodowa z zagadką kryminalną na pierwszym planie. Nie ma tu żadnego wątku miłosnego czy irytujących bohaterów (miła odmiana np. po „Krainie lodu”), tylko zręcznie zarysowana wizja świata i ciekawe osobowości. Duet ambitna króliczyca i lis-oszust znakomicie się dopełnia, a ich konfrontacje nadają dynamizm akcji. Fabuła okazuje się rewelacyjnie skonstruowana i pełna humoru. Najbardziej rozbawiła mnie scena z leniwcami oraz nawiązania do innych produkcji, m.in. „Ojca Chrzestnego” i „Breaking Bad”. Twórcy kpią z naszej rzeczywistości, ale jednocześnie głoszą wyraźny przekaz o tym, że nie powinno się kierować stereotypami i oceniać innych. Bezbłędna animacja w połączeniu z wieloma rozbrajającymi pomysłami sprawiają, że „Zwierzogród” stanowi genialne źródło rozrywki.
Ocena: 10/10

Toni Erdmann

Niemiecki komediodramat Maren Ade zdążył już zdobyć serca widzów i krytyków na całym świecie. Otrzymał nominacje do wielu prestiżowych nagród m.in. Złotej Palmy, Independent Spirit i Satelity. Okazał się również bezkonkurencyjnym hitem Europejskich Nagród Filmowych, zwyciężając we wszystkich pięciu kategoriach, w których był nominowany: najlepszy film, aktorka, aktor, reżyser i scenarzysta. Trzymam kciuki, żeby do „Toni Erdmann” powędrował Złoty Glob w kategorii: najlepszy film zagraniczny. Miałam niesamowite szczęście obejrzeć go podczas Festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Oficjalną polską premierę będzie miał 27 stycznia i gorąco zachęcam do pójścia do kina.

Fabuła skupia się na relacji ekscentrycznego Winfrieda (Peter Simonischek) z wiecznie zapracowaną córką (Sandra Hüller). Opowiada o wyłamywaniu się z własnych granic i nabieraniu dystansu do życia. „Toni Erdmann” to jeden z moich ulubieńców 2016 roku – porywający, inteligentny i podnoszący na duchu. Choć trwa ponad 2 godziny 40 minut, a akcja rozgrywa się stosunkowo powoli, ani na chwilę nie można się oderwać od ekranu. Historia jest przezabawna i czasem nieco groteskowa, kilkakrotnie niemal popłakałam się ze śmiechu. Największe wrażenie zrobiły na mnie dwie sceny: śpiewania i przyjęcia – ci, co widzieli, wiedzą, o czym piszę. Ogromne uznanie należy się też fenomenalnej Sandrze Hüller. Minęło pół roku od seansu, a ja nadal nie mogę się pozbierać po tak intensywnych i pozytywnych przeżyciach.
Ocena: 9/10

Przełęcz ocalonych / Hacksaw Ridge

„Przełęcz ocalonych” w reżyserii Mela Gibsona okazała się bezsprzecznie jednym z najlepszych filmów wojennych, jakie oglądałam w życiu. Opiera się na prawdziwych losach młodego mężczyzny, który brał udział w bitwie o Okinawę pod koniec II wojny światowej, ale z powodów moralnych nie używał broni. W bardzo przekonujący sposób ukazano motywacje głównego bohatera. Dowiadujemy się, co pozostawiło na nim silne piętno w dzieciństwie i ukształtowało jego poglądy. Nie dostajemy też żadnego nachalnego moralizowania. Andrew Garfield poradził sobie znakomicie w roli Desmonda Dossa – czyżby szykowała się nominacja do Oscara? Obok niego dobrze spisał się także Vince Vaughn. Największe wrażenie robią jednak sceny batalistyczne – niezwykle realistyczne. Jedocześnie film wydaje się dobrze wyważony, brutalność nie przytłacza. Historia jest tak nieprawdopodobna (a przecież wydarzyła się naprawdę), że śledzi się ją z szybko bijącym sercem.
Ocena: 9/10

Zwierzęta nocy / Nocturnal Animals

W swoim głośnym debiucie pt. „Samotny mężczyźna” Tom Ford popisał się ogromną wrażliwością i wyczuciem estetyki. W „Zwierzętach nocy” przechodzi samego siebie. Jako reżyser, scenarzysta i producent kształtuje elektryzującą wizję, której fragmenty przeplatają się na różnych płaszczyznach. Właścicielka galerii sztuki (Amy Adams) czyta powieść autorstwa byłego męża (Jake Gyllenhaal), która okazuje się pełną brutalności metaforą ich związku. Z minuty na minutę atmosfera gęstnieje, a główna bohaterka i widzowie stają się coraz bardziej oszołomieni. Mroczna stylistyka, nieustające napięcie i liczne zbliżenia na twarze bohaterów intensyfikują przeżycia związane z seansem. Film nie byłby tak poruszający, gdyby nie brawurowa gra aktorska Adams, Gyllenhaala, a także Michaela Shannona i Aarona Taylor-Johnsona. Moje doświadczenie kinowe okazało się wyjątkowo emocjonujące, bo siedziałam sama na sali.
Ocena: 9/10

Ostatnia rodzina

„Ostatnia rodzina” opowiada o losach rodziny Beksińskich na przestrzeni wielu lat. Na wielkie uznanie zasługuje wspaniała obsada: Andrzej Seweryn, Aleksandra Konieczna i Dawid Ogrodnik. Wyraziste sylwetki bohaterów, fantastyczna muzyka, scenografia i widoki tworzą misternie skonstruowaną wizję przedziwnej rzeczywistości. Klimat okazuje się dosłownie przejmujący. Pomimo tego, że jest to codzienność bohaterów, owiewa ją mrok i nastrój beznadziejnej melancholii. Z każdą minutą coraz bardziej odczuwalna staje się też bliskość śmierci. Ogląda się to wszystko w napięciu i ze ściśniętym gardłem. Ciężko się otrząsnąć po seansie, gdyż klimat i smutek przenikają na wskroś. Jan P. Matuszyński i pozostali twórcy nadają nową jakość kinu artystycznemu i udowadniają, że nie potrzeba dynamicznej akcji, żeby zbudować napięcie. W moim odczuciu „Ostatnia rodzina” to najlepszy polski film 2016 roku. Gdzieś za nim plasują się: „Wołyń”, „Jestem mordercą” i dokument „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”.
Ocena: 9/10

Paterson

Od razu muszę Was ostrzec: w „Patersonie” nie wartkiej i trzymającej w napięciu akcji. Można wręcz powiedzieć, że niewiele się tutaj dzieje. Urok i piękno tkwią bowiem w spokoju i prostocie. Najnowszy film Jima Jarmuscha pochłania się wszystkimi zmysłami. Niektórzy mogą być znudzeni oglądaniem siedmiu dni z życia kierowcy autobusu (bardzo dobry Adam Driver), który w wolnych chwilach pisze wiersze, ja jednak zupełnie rozpłynęłam się w cudownie melancholijnym klimacie. Oczarowały mnie piękne widoki, intrygująca poezja i lekka historia ze szczyptą groteski. Uwielbiam u Jarmuscha to, jak potrafi nawiązać więź z widzem – poprzez długie spojrzenia i mimikę bohaterów. Wszystkie gesty i miny wydają się naturalne, ale jednocześnie niezwykle dopracowane. Każdy szczegół sprawia, że „Paterson” jawi się jako wspaniała uczta do oka i ucha. Warto dać się porwać nurtowi codzienności lekko ekscentrycznych bohaterów i oderwać od własnej rzeczywistości.
Ocena: 8/10