środa, 4 września 2013

Koneser (2013), czyli sztuka samotności

tytuł oryginalny: „La Migliore offerta”
reżyseria: Giuseppe Tornatore
scenariusz: Giuseppe Tornatore
muzyka: Ennio Morricone
produkcja: Włochy
gatunek: kryminał, melodramat

Samotność to temat często poruszany w kinie. Występuje nie tylko w aspekcie wyobcowania bohatera spowodowanym przez nieprzyjemne otoczenie, ale też z własnego wyboru. Niektórzy własną pracę lub zainteresowania stawiają ponad wszystko i dzięki temu potrafią poświęcić się im w pełni. Często nie dostrzegają nawet, ile przez to tracą. „Koneser” ukazuje głębokie przeżycia pewnego mężczyzny, którego świat staje na głowie.

Virgil Oldman (Geoffrey Rush) jest wybitnym i szanowanym znawcą sztuki, prowadzi aukcje i zajmuje się handlem. Czas spędza rozwijając swoją niesamowitą pasję i kolekcjonując zdobyte podstępem obrazy. Nie lubi kontaktów z ludźmi, nie ma własnego telefonu komórkowego, brzydzi się dotykać cudzych rzeczy, jedynie w rękawiczkach, jada sam w luksusowych restauracjach. Spotyka się jedynie z Billy’m Whistler’em (Donald Sutherland), który podziela jego zamiłowanie i pomaga zdobywać ciekawe okazy. Ufa także młodemu i zdolnemu konserwatorowi starych mechanizmów, Robertowi (Jim Sturgess). Pewnego dnia telefonicznie kontaktuje się z nim tajemnicza kobieta, Claire Ibbetson (Sylvia Hoeks). Mówi, że otrzymała od rodziców w spadku kolekcję dzieł sztuki i pragnie, aby Virgil ocenił jej wartość. Mężczyzna w końcu się zgadza, ale w starej rezydencji nie spotyka właścicielki.


„Koneser” nie szczyci się głośnymi zapowiedziami czy szumną kampanią reklamową, a jednak już na pierwszy rzut oka przykuwa uwagę. Po pierwsze tematyką – dawno czegoś takiego nie było, po drugie świetną obsadą. Co z tego wynikło? Naprawdę warto samemu się przekonać. Produkcja jest wybitna w każdym calu; stanowi fascynujące, choć niepokojące studium samotności. Nakłania do refleksji i przemyśleń, zapada w pamięci na długo. Nie ukrywam, że w połowie filmu miałam pewne wątpliwości. Wydarzenia wydawały się zmierzać w przewidywalnym kierunku. Początkowo historia przypomina nieco baśń, jest nieprawdopodobna. Myślałam, że Giuseppe Tornatore niczym mnie nie zaskoczy, tylko rozczaruje pretensjonalnym zakończeniem. To doskonały przykład na to, że pozory często mylą, a publiczność lubi być nieświadoma i wodzona za nos aż do samego końca. Mogę śmiało stwierdzić, że „Koneser” to fabularny majstersztyk, znakomicie skonstruowana i spójna opowieść. Porywający scenariusz zadziwia i inspiruje, wywołuje też dużo emocji u widza.


Geoffrey Rush już po raz kolejny udowodnił swój ogromny kunszt aktorski i pokazał się z najlepszej strony. Wcielił się w tytułową rolę, kreując charyzmatyczną i nietuzinkową postać. Z wielką gracją i nonszalancją funkcjonuje w swoim własnym niedostępnym dla innych świecie, w którym najważniejsza jest sztuka. Powoli zaczyna się jednak otwierać na inne aspekty życia, poznając smak nowych doświadczeń. Rush poradził sobie brawurowo z postawionym mu zadaniem. Jeżeli miałabym typować osobę, która naprawdę zasługuje na nominację do Oscara w 2014 roku bez wątpienia wskazałabym na niego. Intrygujący i ‘pełny’ występ – nic dodać, nic ująć. Na drugim planie uwagę zwraca Donald Sutherland w roli Billy’ego Whistlera, dystyngowanego znawcy sztuki i początkującego malarza. Spisał się wyjątkowo przekonująco i stworzył wyrazistą kreację. Brytyjczyk Jim Sturgess zagrał Roberta, zdeterminowanego konesera, którego Oldman obdarza zaufaniem i prosi o radę. Jego występ okazuje się dobry i zaskakujący.


„Koneser” jest jednym z tych filmów, w których fabuła i napięcie są tak pieczołowicie skonstruowane, że nie powinno się zdradzać zbyt wiele. Najcenniejszą rzeczą, jaką ma do zaoferowania okazuje się cudowny klimat. Niezliczona liczba pięknych dzieł malarskich, intrygujące rzeźby i wiekowe meble zachwycają i nie pozwalają oderwać od siebie wzroku. Każdy najdrobniejszy element został doskonale dobrany i ma istotne znaczenie. Dom Oldmana ma w sobie ukryte piękno, skarb. Lokale, które odwiedza są przestronne i bogato zdobione, a wnętrza rezydencji Claire olśniewają. Każde miejsce ma swój własny styl i wyjątkowy charakter. Wrażenia artystyczne zapewniają wspaniała scenografia i zjawiskowe kostiumy. Niewątpliwie trzeba wyróżnić fenomenalną ścieżkę dźwiękową autorstwa Ennia Morricone, która także tworzy fantastyczne tło dla tego obrazu. Subtelne dźwięki uwodzą i oczarowują.

„Koneser” to zajmujący i znakomicie przemyślany film. Zdecydowanie jest godny uwagi, dlatego serdecznie go Wam polecam.
Ocena: 9/10

2 komentarze:

  1. Właśnie mi przypomniałaś, że miałam ten film ostatnio obejrzeć. Już po zwiastunie widać, że to bardzo dobry film :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że nigdy nie słyszałam o tym filmie, ale po twojej recenzji zainteresował mnie i chyba obejrzę :) Lubie filmy, w których występują obrazy i szeroko pojęta kultura, więc myślę, że się nie zawiodę :)

    PS: Zapraszam na mojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń