niedziela, 27 października 2013

Szukając Alaski - John Green

„Szukając Alaski” to pierwsza, ale w Polsce trzecia wydana powieść Johna Greena. Amerykański pisarz wprowadził duży powiew świeżości do gatunku młodzieżowego i stworzył własny niepowtarzalny styl. Postawił na wyrazistych bohaterów, szczere i bezpretensjonalne opowieści oraz mądry przekaz. Szybko przykuł uwagę i zachwycił na całym świecie szerokie grono odbiorców w różnym w wieku.

Głównym bohaterem i narratorem jest Miles Halter, szesnastolatek, którego największa pasja to zapamiętywanie ostatnich słów znanych ludzi. Ma w życiu jeden główny cel – odnaleźć Wielkie Być Może, czyli najprawdziwsze i najintensywniejsze doświadczenie rzeczywistości. Śladem swojego taty decyduje się uczęszczać do Culver Creek, prestiżowej szkoły z internatem. Słynie z dyscypliny i dość rygorystycznych zasad, które uczniowie konsekwentnie starają się łamać. Tam chłopak poznaje Alaskę Young, szaloną i piękną dziewczynę o hipnotyzującej osobowości. Dysponuje wieloma  niesamowitymi pomysłami, które zawsze wciela w życie. Wraz z nią oraz swoim współlokatorem Pułkownikiem, Japończykiem Takumim i Rumunką Larą, Miles poznaje smak przyjaźni i uroki niczym nieskrępowanej młodości.

Po poruszających „Gwiazd naszych wina” i intrygujących „Papierowych miastach” miałam naprawdę wysokie oczekiwania. Odnoszę wrażenie, że ta kolejność nie jest jednak zbyt korzystna, ponieważ poziom kolejnych powieści stopniowo się obniża. Część zarzutów wobec „Szukając Alaski” powinna dotyczyć raczej kolejnych pozycji. Nie zapominajmy bowiem, że ta historia powstała pierwsza, więc to nie Alaska podejrzanie przypomina Margo Roth Spiegelman, ale odwrotnie. Początkowo Green dysponował odkrywczym podejściem, ale wydaje się, że popadł już nieco w schematyczność. Konstrukcje fabularne okazują się dosyć podobne, a niektóre elementy – wyjątkowo powtarzalne: nastoletnie bunty, chęć poszukiwania szczęścia i nowych doświadczeń, a w końcu tragedia przerywająca pozorną sielankę. Może czas zmienić nieco konwencję i zasięgnąć inspiracji, gdzie indziej?

Autor znalazł ciekawy sposób na stopniowe budowanie napięcia, od początku dając czytelnikowi do zrozumienia, że wydarzy się coś istotnego. Losy Milesa dzielą się zatem na „dni Przed” i „dni Po”, a akcja w miarę rozwoju wydarzeń nabiera dynamicznego tempa. Wydarzenie kulminacyjne, do którego zmierza cała powieść dzieli ją na dwie części. Pierwsza to ta zasadnicza, a z drugiej można właściwie bez szkody wyciąć kilkadziesiąt kartek, stałaby się spójniejsza i mniej monotonna. Historia sama w sobie nie jest przewidywalna, ale także niespecjalnie zadziwia ani nie oczarowuje. Nie da się jej jednak odmówić niewątpliwego uroku i jak zwykle błyskotliwych refleksji dotyczących miłości, przyjaźni i radości. Autor ustami bohaterów uwielbia dzielić się swoimi szczegółowymi przemyśleniami, często sięga i nawiązuje do różnych inspirujących dzieł. Bardzo spodobały mi się zabawne numery, które w szkole odstawiali przyjaciele. Chwilami wydaje się jednak, że snują się oni bezsensownie po stronicach, ograniczając swoją aktywność do uczęszczania na lekcje, palenia papierosów i picia piwa.

Na szczęście, Green nie zawodzi pod kątem językowym, prezentując bogate słownictwo i przyjemny w odbiorze styl pisania. Jest świadomy tego, co chce pokazać i udowodnić, pragnie opowiedzieć barwną i pasjonującą historię z morałem. Traktuje czytelnika poważnie i z szacunkiem, stara się nigdy nie przesadzać. Takie podejście powoduje, że my również zaczynamy darzyć go dużą sympatią. Najmocniejszy element jego książek stanowi zawsze niezwykła gala różnorodnych postaci, które na długo zapadają w pamięć. Każda wydaje się bardzo wiarygodna i realistyczna, żaden człowiek bowiem nie jest idealny. Autor potrafi sprawić, że nawet prosta i zwyczajna osoba okazuje się wyjątkowa i godna uwagi. Miles kiedyś nie miał wielu przyjaciół, po wyjeździe do szkoły odkrywa jednak, że nie da się ich niczym zastąpić, a bólu po stracie szybko złagodzić.

„Szukając Alaski” to inteligentna opowieść o wrażliwych ludziach, którzy odnajdują i gubią szczęście w życiu. Pozycja głównie dla miłośników Johna Greena, chociaż im to chyba polecać nie muszę. Jeżeli dopiero chcecie rozpocząć przygodę z jego twórczością sięgnijcie najpierw po znakomite „Gwiazd naszych wina.”
Ocena: 3,5/6

1 komentarz:

  1. „Gwiazd naszych wina.” trudno "przebić", ale wobec 'Szukając Alaski" trudno pozostać obojętnym

    OdpowiedzUsuń