środa, 17 maja 2017

Wielkie kłamstewka, Trzynaście powodów, Riverdale oraz Amerykańscy bogowie

Wielkie kłamstewka / Big Little Lies (2017)

Siła tego 7-odcinkowego miniserialu produkcji HBO tkwi w fenomenalnej obsadzie. Głównymi bohaterkami są cztery matki grane przez Reese Witherspoon, Nicole Kidman, Shailene Woodley i Laurę Dern. Pozornie mają wszystko czego pragną, ale w rzeczywistości czują się rozczarowane życiem. Po pierwszym odcinku można odnieść wrażenie, że to płytka historia o pięknych, bogatych i uprzywilejowanych ludziach z pseudo-problemami. Szybko jednak okazuje się, że to pasjonujące i głęboko poruszające studium różnorodnych osobowości. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem psychologicznych portretów postaci. Serial porusza takie zagadnienia jak gwałt czy toksyczny związek, przedstawiając je w sposób wiarygodny i sugestywny. Mistrzowska gra aktorska sprawia, że fabuła jest niesamowicie emocjonująca. W napięciu trzymają także przeplatające się sceny z przesłuchania świadków odnośnie morderstwa. Choć niektóre fragmenty serialu wydają się jakby „zapychaczami”, cały czas z ciekawością śledzi się dalszy rozwój akcji. To jeden z bardziej satysfakcjonujących seansów ostatnich miesięcy.
Ocena: 8/10

Trzynaście powodów / Thirteen Reasons Why (2017)

Od czasu premiery wokół tego serialu rozgorzało wiele dyskusji. Skrajne opinie, kontrowersje wokół sposobu przedstawienia tematu, zachowania bohaterów czy przesłania... Hannah Baker popełnia samobójstwo, zostawiając po sobie 13 kaset magnetofonowych, na których wyjaśnia powody tego czynu. Opis fabuły brzmi mrocznie i rzeczywiście, wraz z rozwojem akcji twórcy poruszają coraz poważniejsze zagadnienia. Wydarzenia śledzimy z perspektywy Clay'a, próbującego poradzić sobie ze śmiercią przyjaciółki, powoli odsłuchując kasety. Sceny teraźniejsze wyjątkowo sprawnie przeplatają się z retrospekcjami do czasu, kiedy Hannah jeszcze żyła - świetny montaż. Występuje tu kilkunastu istotnych bohaterów, każdy wydaje się charakterystyczny i na każdego poświęcono wystarczająco czasu ekranowego. Historia okazała się dla mnie przejmująca, uważam, że doskonale pokazano wszystkie emocje targające Hannah - przede wszystkim zrezygnowanie i bezsilność.W serialu znajduje się kilka mocnych scen, nadających jeszcze więcej realizmu sytuacji i wywołujących pewien dyskomfort u widza.
Ocena: 8/10

Riverdale (2017)

Przez moją obsesję na punkcie „Skam” ostatnio mialam ochotę na oglądanie seriali młodzieżowych. Brutalna prawda jest jednak taka, że żaden nawet nie dorównuje norweskiemu dziełu Julie Andem. Musiałam więc zadowolić się „Riverdale”, co okazało się ciężkim wyzwaniem. Serial powstał na podstawie komiksu Roberto Aguirre-Sacasa, w związku z czym fabuła i bohaterowie wydają się mocno przerysowani. Rozumiem, to zamierzony zabieg, ale mnie zupełnie nie przekonał, a wręcz irytował. Prowadzi bowiem do wielu absurdów, takich jak to, że pomimo problemów finansowych, Veronica Lodge z matką żyją dostatnio, wyraźnie nie ograniczając się w zakupach (szczególnie ubrań); rodzina Cheryl mieszka w iście gotyckiej rezydencji wprost z tandetnego horroru, a w zimie w Riverdale ludzie ubierają się jak na wiosnę. Postacie są przeraźliwie banalne, schematyczne i stereotypowe. Najlepszym przykładem jest Kevin Keller, którego można scharakteryzować tylko jako geja, co przypomina się zresztą widzom w każdej scenie z jego udziałem tak, jakby to całkowicie definiowało jego charakter. Na plus można zaliczyć dość intrygującą zagadkę śmierci brata Cheryl i powiązanych z nią ciemnych interesów innych bohaterów. Wizualnie serial prezentuje się klimatycznie i zachęcająco, szkoda, że całość zupełnie nie porywa.
Ocena: 5/10

Amerykańscy bogowie / American Gods (2017)

Premiery tego serialu oczekiwałam już od dawna, jednym z twórców jest bowiem Bryan Fuller, czyli człowiek odpowiedzialny za znakomitego „Hannibala” z Madsem Mikkelsenem i Hugh Dancy'm w rolach głównych. Moja relacja z oryginalną powieścią autorstwa Neila Gaimana okazała się dość burzliwa. Czytałam ja fragmentarycznie w różnych odstępach czasu i ostatecznie nie dotarłam nawet do połowy. To niezbyt mądre posunięcie, biorąc pod uwagę, że nie pamiętałam większości tego, co przeczytałam, a zdezorientowanie tylko rosło z każdą kolejną stroną. Choć nie miałam pojęcia, co się dzieje, historia mocno mnie zaintrygowała, więc z wielką ekscytacją zaczęłam oglądać na bieżąco serial. Premiera pierwszego odcinka odbyła się 30 kwietnia 2017 roku, teraz jestem po trzech odcinkach i muszę przyznać, że robią wrażenie. Stylistyką „Amerykańscy bogowie” przypominają „Hannibala” (stęskniłam się), nawet ta sama osoba odpowiada za muzykę - Brian Reitzell. Strona audiowizualna jest niezwykle klimatyczna i świetnie współgra z tematyką. Mocną stronę fabuły stanowi nieprzewidywalność i tajemniczość, dzięki którym wiele wydarzeń naprawdę potrafi zaskoczyć. Ian McShane to wprost idealny Pan Wednesday, pozostałe postacie także dobrze wpisują się w atmosferę serialu. Ricky Whittle wydaje się trochę za mało charyzmatyczny, ale miejmy nadzieję, że niedługo się rozkręci, Warto jeszcze docenić fantastyczne dialogi (rozmowa o Jezusach z trzeciego odcinka!) i piękną czołówkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz