środa, 19 września 2012

Ted (2012), czyli pluszwy problem

tytuł oryginalny: „Ted”
reżyseria: Seth MacFarlane
scenariusz: Seth MacFarlane, Alec Sulkin, Wellesley Wild
muzyka: Walter Murphy
produkcja: USA
gatunek: fantasy, komedia

„Ted” to lekka i zabawna produkcja w reżyserii Setha MacFarlane’a, znanego przede wszystkim jako twórcę seriali „Glowa rodziny” i „Amerykański tata”. Jak na razie produkcja została odznaczona dwoma nominacjami do nagrody Teen Choice. Opowiada prostą, ale raczej wciągającą historię przyjaźni misia i dorosłego mężczyzny. Brzmi dziecinnie? Mimo wszystko to raczej obraz dla starszych widzów.

Marzenia czasem mają to do siebie, że mogą się spełnić. Niegdyś siedmioletni John Bennett był nielubiany, nie miał kolegów, nikt nie chciał się z nim bawić. Pewnego razu dostał w prezencie sympatycznego pluszowego misia, którego nazwał Teddy. Chłopiec bardzo pragnął, aby maskotka ożyła. Wkrótce tak się stało. Oboje poprzysięgli sobie przyjaźń do końca życia. Teraz John Bennett (Mark Wahlberg) ma już za sobą trzydzieści lat życia, a miś dorósł razem z nim. Są najlepszymi i nierozłącznymi kumplami. Nie chcą się ze sobą rozstać i nie wyobrażają sobie bez siebie życia. Razem piją piwo, biorą narkotyki, lenią się. Ted (mówiący głosem samego reżysera) jest nieokrzesany, czasem złośliwy i samolubny. Uwielbia też podrywać dziewczyny, które często sprowadza do domu. To nie podoba się partnerce Johna, Lori Collins (Mila Kunis). Wiele jednak ulega zmianie, kiedy stawia mężczyźnie warunek: albo ona, albo miś.


„Ted” to przyjemna i żartobliwa komedia. Seans zapewnił mi rozrywkę i sprawił sporą przyjemność. Akcja powoli się rozkręca, by wkrótce gwałtownie nabrać tempa. Pomysł nie wydał mi się skomplikowany, ale losy niesfornego misia zdecydowanie mają swój duży urok i gwarantują solidną porcję śmiechu. Jak na tego rodzaju film, fabuła jest całkiem niezła, aczkolwiek moim zdaniem za mało zaskakująca i momentami bardzo przewidywalna. Scenariusz jest dobry i optymistyczny. Zabrakło mi jednak jakiegoś niezwykłego wydarzenia, które mogłoby jeszcze bardziej przyciągnąć uwagę widza. Przyjaźń z misiem albo miłość Lori – główny wątek okazał się, mimo swej banalności, całkiem trafiony i inspirujący. Niektóre mniej ważne wydarzenia wydały mi się nudne i jakby niedopracowane. Doskonale została ukazana relacja Johna i Teda – dwaj niedojrzali, leniwi, skłonni do zabawy kumple, którzy najchętniej nigdy by nie dorośli. Najlepszą część tej produkcji stanowi komizm sytuacyjny oraz słowny, który moim zdaniem okazał się lepszy. Niemal każde wydarzenie zostało przedstawione w sposób humorystyczny, z przymrużeniem oka. Dialogi są śmieszne i jeszcze bardziej podkreślały klimat tego filmu.


Według mnie najsłabszym elementem okazało się aktorstwo. Mark Wahlberg, który wcielił się w rolę zdziecinniałego i raczej nieodpowiedzialnego Johnna Bennnetta, zupełnie się nie popisał i zgrał bardzo przeciętnie. Nie udało mu się odpowiednio ukazać emocji jego postaci. Dużo lepiej poradziła sobie urocza Mila Kunis jako Lori Collins. Potrafiła wiarygodnie ukazać niezłomny charakter swojej bohaterki. Bez wahania i stanowczo stawia swojemu chłopakowi ultimatum, chociaż widzi, że bardzo ciężko będzie mu się rozstać z przyjacielem. Jej gra aktorska jest bardzo dobra i przekonująca. Seth MacFarlene wykonał kawał świetnej roboty nie tylko jako reżyser i scenarzysta, ale także podkładając głos dorosłemu Ted’owi. Muzyka Waltera Murphy’ego okazała się przyzwoita, ale moim zdaniem zbytnio nie wyróżniła się w tej produkcji.

Według mnie „Ted” to porządna i śmieszna komedia. Polecam, ale bez rewelacji.
Ocena: 6/10

1 komentarz:

  1. Miałam podobne odczucia co do tego filmu- niby niezły, ale brakuje mu tego czegoś. Najbardziej wkurzała mnie ta kiczowata wstawka z "Flashem Gordonem"- nie znoszę takich wściekle pomarańczowych barw;3

    OdpowiedzUsuń