sobota, 19 października 2013

Grawitacja (2013), czyli w obliczu nieskończonej pustki

tytuł oryginalny: „Gravity”
reżyseria: Alfonso Cuarón
scenariusz: Alfonso Cuarón, Jonás Cuarón
muzyka: Steven Price
produkcja: USA, Wielka Brytania
gatunek: dramat, sci-fi

Przyszłoroczna walka o Oscary w kategoriach technicznych będzie niewątpliwie bardzo zacięta. Następuje dynamiczny rozwój efektów specjalnych, a twórcy prześcigają się w najciekawszych pomysłach, chcąc zaprezentować swoją różnorodność. Silnym kandydatem do statuetki wydaje się również „Grawitacja”. Jej budżet to ‘niewielkie’ 80 milionów dolarów, a zdjęcia kręcono w studiach filmowych.

Grupa astronautów przylatuje na ziemską orbitę, aby dokonać naprawy teleskopu Hubble’a. Misji dowodzi doświadczony Matt Kowalsky (George Clooney), który zamierza już zakończyć swoją karierę. NASA zatrudnia także wybitną specjalistkę od inżynierii medycznej, dr Ryan Stone (Sandra Bullock). Wkrótce w ich prom kosmiczny z dużą szybkością uderzają szczątki rosyjskiego satelity. Pojazd ulega zniszczeniu, a większość członków załogi ginie. Uratować udaje się jedynie dr Stone i Kowalsky’emu. Zdani tylko na siebie, bez odpowiedniego przygotowania i z szybko wyczerpującymi się zapasami tlenu muszą dotrzeć do innej stacji kosmicznej. Czas biegnie nieubłaganie, a na drodze czyha wiele niebezpieczeństw.


„Grawitacja” to piękne i oszałamiające wizualnie widowisko. Tematyka kosmosu stanowi ogromny potencjał i pole do popisu dla filmowców. Alfonso Cuarón pokazuje swój kunszt reżyserski i udaje mu się zadziwić nawet pojedynczymi scenami. Potwierdza swoje niebywałe poczucie estetyki i subtelność, doprowadzając obraz niemal do perfekcji. Co najważniejsze, jest świadomy szerokich możliwości, jakie zapewnia współczesna technologia i stara się je całkowicie wykorzystać. Nie ma tu przepychu i kombinatorstwa, Meksykanin świetnie wyważa wszystkie składniki. Pomimo ogromnej skali produkcji, nie popada w efekciarstwo i się nie przechwala. Konsekwentnie i z niesamowitą gracją realizuje fascynującą wizję, dba o każdy najdrobniejszy szczegół. Występuje u niego lekki przerost formy nad treścią, ale oba elementy raczej odpowiednio ze sobą współgrają. W obliczu zastosowanego artyzmu i wrażliwości, nie umniejsza to wartości dzieła i nie przeszkadza w odbiorze.


Pomimo wspaniałej oprawy technicznej, ścieżka fabularna okazuje się jednak dosyć jednostajna i nieskomplikowana. Niektóre motywy stają się powtarzalne, a przeszkody chwilami sztucznie mnożą się przed postaciami. Historia dotyka ważnych zagadnień, takich jak samotność, cierpienie po stracie bliskich, próby przystosowania się nowego otoczenia oraz walkę z samym sobą. Stan nieważkości, niczym nieograniczone pole widzenia, mrok, cisza i wszechogarniająca pustka stają się dla głównej bohaterki doskonałą okazją do ucieczki od ponurej codzienności. Twórcy stawiają na prostotę i dosadność, fabuła nie jest jednak tylko pretekstem do ukazania zapierających dech scenerii. Losy dwójki astronautów okazują się poruszające i wyjątkowo emocjonujące, śledzi się je z prawdziwym zainteresowaniem. Widz nie jest jedynie biernym obserwatorem wydarzeń, ale zostaje wciągnięty w sam środek akcji. W 3D, co się rzadko zdarza, film robi piorunujące wrażenie.


Dzieło jest w pewien sposób teatrem dwójki aktorów. George Clooney zagrał zaradnego, sprytnego i gotowego do poświęceń astronautę. W duecie z Sandrą Bullock wypadł brawurowo, choć to ona poradziła sobie lepiej. W walce o rolę pokonała dużo kandydatek i spisała się naprawdę przekonująco. Dramatyzmu akcji nadaje nieziemska i cudowna ścieżka dźwiękowa. Chwilami nastaje cisza, innym razem w tle pojawia się spokojna melodia, która później przybiera na sile. Nie ma w tym jednak przesady, stanowi za to wyborną ucztę dla ucha. Warto zwrócić uwagę na mistrzowską i dynamiczną pracę kamery. Ani na chwilę nie pozostaje w spoczynku, pozwala być na bieżąco i uważnie śledzić całą opowieść. Na początku jesteśmy świadkami jednej długiej sekwencji naprawy teleskopu i katastrofy kosmicznej. Sceny z punktu widzenia bohaterów i zdumiewające panoramy zgrabnie się ze sobą przeplatają. Kolejną zaletą okazują się fenomenalne zdjęcia. Mam tylko wątpliwości, czy poza kinem produkcja nie straciłaby na swojej wyjątkowości. Wydaje mi się, że nie byłaby tak widowiskowa i wyrazista.

„Grawitacja” hipnotyzuje i uwodzi, zdecydowanie warto dać się porwać magii Alfonso Cuaróna. Właśnie za takie niezapomniane przeżycia kocham kino!
Ocena: 8/10

3 komentarze:

  1. Świetna recenzja! Dla mnie efekty specjalne były tak naturalne, że w ogóle nie zwracałam na nie uwagi - to jest dla mnie dowód na ich doskonałość... A przesłanie filozoficzne głębokie - i wcale nie wymuszone. Wspaniała współczesna przypowieść o woli walki. Pozdrawiam i zapraszam do siebie! http://klubfilmowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Absolutnie się z Tobą zgadzam, "Grawitacja" to niesamowita podróż.

      Usuń
  2. Byłam dziś w kinie i wyszłam zachwycona :) Co prawda, mój seans był w 2D, ale i tak oglądało się rewelacyjnie.

    OdpowiedzUsuń