czwartek, 7 listopada 2013

Źródło przyjemności i natchnienia, czyli o muzyce filmowej

„Atlas Chmur”
Muzykę filmową darzę równą sympatią i miłością, co samo kino. Zapewnia oderwanie się od otaczającej rzeczywistości, przypomina wręcz podróż do innego świata. Słuchanie staje się dla mnie jeszcze bardziej niezwykłym przeżyciem, jeśli widziałam i nadal dobrze pamiętam dzieło, z którego pochodzi dany utwór. Czasami mam przed oczami nawet konkretne sceny i sytuacje. Chętnie daję się porwać wszelkim pomysłowym melodiom złożonym z barwnych dźwięków.
Ten gatunek okazuje się wyjątkowo szeroki, obejmuje bowiem zarówno delikatne, subtelne i ledwo dosłyszalne utwory, ale również te dynamiczniejsze i bardziej wyraziste. Muzyka stanowi w filmie tło, aczkolwiek pełni w ten sposób istotną i niezastąpioną rolę. Podkreśla to, co naprawdę wartościowe, prowadzi całą akcję, kształtuje klimat i atmosferę oraz upiększa oprawę artystyczną obrazu.
Stworzenie pasującej ścieżki dźwiękowej umożliwia twórcom ukazanie i wyartykułowanie radości, smutku czy lęku bohaterów. Później przejmujące odgłosy wpływają już bezpośrednio na słuchacza. Wywołują spektrum emocji, wpływają na nastrój, a przede wszystkim oferują niezapomniane wrażenia. Gdy słyszę w radiu utwory z „Parku Jurajskiego” i „Indiany Jonesa” dopada mnie niewiarygodna nostalgia, a nawet wzruszenie. Mam ochotę sięgnąć po te dzieła, choć oglądałam je już wiele razy. 

Dla mnie muzyka filmowa staje się także często wyjątkowo pomocna przy pisaniu recenzji. Są takie albumy, które dodają mi siły i chęci, wspaniałymi dźwiękami motywując do pisania. Oto kilka najbardziej sprawdzonych propozycji:

„Misja”(1986), muzyka: Ennio Morricone

Po seansie „Misji” wprost zakochałam się w tych cudownych i nietuzinkowych kompozycjach. Słowa, które idealnie je określają to: magiczność i czar. Uczucia, które towarzyszą mi podczas słuchania są wciąż niezatarte i świeże, przypominają mi się wtedy zjawiskowe krajobrazy dzikiej Amazonii.

„Czekolada” (2000), muzyka: Rachel Portman

Nominacja do Oscara dla kompozytorki mówi już sam za siebie, a „Czekolada” to jeden z moich ulubionych filmów. Utwory okazują się tętniące niespożytą energią, czasem mroczne, podkreślające chęć głównej bohaterki do cieszenia się życiem. Te jakże optymistyczne dźwięki sprawiają wiele radości i szybko poprawiają nastrój.

„Amelia”(2001), muzyka: Yann Tiersen

Jak również cały obraz, muzyka z „Amelii” jest urokliwa i pełna życia. Kojarzy się z Paryżem, zachęca do radowania się z nawet małych sukcesów. Pisze mi się naprawdę miło i przyjemnie przy tych nietuzinkowych melodiach, które dają niezwykle pozytywne nastawienie do pracy.

„Doktor Who” (od 2005), muzyka: Murray Gold, Ron Grainer

Wśród propozycji musi pojawić się także serial, a mi najwięcej natchnienia zapewnia Murray Gold. Od czwartego, a szczególnie piątego sezonu ścieżka dźwiękowa mnie wciąż zadziwia i zachwyca. Od smutnego „Doomsday”, przez melancholijne „Vale Decem” aż do żywiołowego „I am the Doctor” wszystkiego słucham z ogromnym entuzjazmem. Przyznam, że pisząc ten tekst, inspiracji szukałam właśnie w „Doktorze Who”.

„Atlas Chmur” (2012), muzyka: Reinhold Heil, Johnny Klimek, Tom Tykwer

Sam tytuł filmu to nazwa utworu, który skomponowała jedna z postaci. Żałuję, że nie doceniono tak oryginalnej i znakomitej muzyki. Mam własną płytę, uwielbiam jej słuchać i za każdym razem odkrywać na nowo. Dużą zaletą okazuje się to, że stanowi spójną i komplementarną całość. Prawdziwa uczta dla ucha!

„Jeździec znikąd” (2013), muzyka: Hans Zimmer

Po powrocie z premiery rozczarowana i lekko nudzona zabrałam się do pisania recenzji. Jednym z niewielu jasnych punktów „Jeźdźca znikąd” jest właśnie genialna ścieżka dźwiękowa, która w intrygujący sposób podkreśla malarskość niektórych ujęć. Zdecydowanie nadaje tempa całej filmowej akcji, a jednocześnie zmusza do szybszego pisania.

***
Nigdy nie można od razu całkowicie przekreślać danego filmu, czasem warto doszukać się w nim najbardziej zaskakujących zalet. Nawet te najsłabsze propozycje mogą zawierać niesamowitą ścieżkę dźwiękową. Jej piękno dostrzega się dopiero później, ze zdumieniem sprawdzając, pochodzenie zasłyszanego utworu.

4 komentarze:

  1. Ostatnio szukam czegoś, przy czym mogłabym się uczyć. Jeśli reszta soundtracku z "Misji" brzmi tak, jak pierwszy utwór, to chyba zapoznam się z nim bliżej - wydaje się być świetny jako podkład podczas nauki.
    Zgadzam się, że słuchanie muzyki z filmu zawsze przywołuje uczucia, które towarzyszyły nam podczas seansu. Bardzo mocno działa na mnie utwór Sinead O'Connor "You Made Me The Thief Of Your Heart , który przypomina mi o filmie "W imię ojca" oraz Buddy Holly i jego "Everyday" wykorzystane w "Musimy porozmawiać o Kevinie".
    Ostatnio inspiracją była dla mnie ścieżka dźwiękowa do "Kongresu". Film skupiał się na futurystycznej wizji świata i tę futurystkę czuć w utworach.

    Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam ścieżkę z Amelii, poza tym z "Marzyciela" czy "Jane Eyre", ta muzyka przenosi mnie zawsze w inne światy i relaksuje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z "Misji" to najbardziej podoba mi się motyw "Gabriel's Oboe", ale cały soundtrack oczywiście świetny, bo to przecież Morricone. Muzyka z "Czekolady" bardzo fajna, ale Rachel Portman nie dostała Oscara, tylko nominację, zaś statuetką wyróżniono wtedy muzykę z "Przyczajonego tygrysa..." Zimmera kiedyś lubiłem, ale on chyba coraz bardziej idzie na łatwiznę i się po prostu coraz częściej powtarza. Takie mam wrażenie. Albo, jak w przypadku "Jeźdźca znikąd" korzysta z pomysłów innych artystów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za poprawkę. Rzeczywiście Hans Zimmer korzystał ze znanych motywów przy tworzeniu soundtracku do "Jeźdźca znikąd", co nie zmienia faktu, że przy tych utworach znakomicie się pisze :)

      Usuń