piątek, 7 lutego 2014

Zniewolony. 12 Years a Slave (2013), czyli siła do życia

tytuł oryginalny: „12 Years a Slave”
reżyseria: Steve McQueen
scenariusz: John Ridley
muzyka: Hans Zimmer
produkcja: USA, Wielka Brytania
gatunek: biograficzny, dramat historyczny

Obecnie polscy dystrybutorzy prześcigają się najwyraźniej w pomysłach, wymyślając nowe, coraz bardziej absurdalne tytuły. „12 Years a Slave” można by łatwo przetłumaczyć na język polski, zamiast tego postawiono jednak na ‘chwytliwy’: „Zniewolony”. Co zabawne, kiedy wydawało się, że nie był to jednak najgorszy zabieg, po kropce dodano tytuł angielski. Podobnie niepotrzebne okazało się to wcześniej przy filmie „Kochankowie z Księżyca. Moonrise Kingdom”. Chyba nie wszyscy są świadomi, jak coś takiego potrafi razić w oczy, a często wręcz skutecznie zniechęcić do seansu.

Akcja rozpoczyna się w 1841 roku. Na północy Stanów Zjednoczonych już od lat czarnoskórzy obywatele cieszą się wolnością, ale na południu nadal występuje niewolnictwo. Solomon Northup (Chiwetel Ejiofor) – wykształcony i szanowany człowiek, szczęśliwie mieszka wraz z ukochaną żoną i dwójką dzieci w Waszyngtonie. Pewnego dnia, zostaje w podstępny sposób oszukany, porwany i sprzedany handlarzom niewolników. Przez 12 lat ciężko pracuje na farmach różnych właścicieli. Próbuje wrócić na wolność i zobaczyć się ponownie z rodziną.


Nominacja w kategorii: najlepszy film
Nie jest tajemnicą fakt, że Amerykańska Akademia Filmowa lubuje się w dramatach historycznych i biograficznych. Ochoczo nagradza odtwórców ról autentycznych postaci, niegdyś m.in. Meryl Streep („Żelazna Dama”), Colina Firtha („Jak zostać królem?”) czy Helen Mirren („Królowa”). Solidna realizacja i obyczajowa historia, najlepiej poprawna politycznie i odnosząca się do faktów, często decyduje o ilości odznaczeń do tej złotej statuetki. Nie inaczej sytuacja wygląda w związku ze „Zniewolonym”, który posiada wszystkie standardowe cechy poszukiwane przez Akademię. 9 nominacji mówi samo za siebie, nie wszystkie wydają się jednak w pełni zasłużone. Muszę przyznać, że film stanowi naprawdę interesujące i przygnębiające studium relacji oprawcy i niewolnika. Twórcy prowadzą przez kolejne etapy: od pełnego żalu i współczucia Forda (Benedict Cumberbatch), przez obłąkanego Tibeatsa (Paul Dano) aż do absolutnie bezlitosnego Eppsa (Michael Fassbender). Jednak czy „Zniewolony” to najlepszy film ubiegłego roku? Zdecydowanie nie, choć jest na pewno godny uwagi i udany.


Nominacja w kategorii: najlepszy aktor pierwszoplanowy, Chiwetel Ejiofor
Chiwetel Ejiofor, który z założenia miał być gwiazdą całego projektu, został nieco przyćmiony przez fenomenalnego Michaela Fassbendera. Nie próbował się wybić aktorsko, postawił na skromny, ale szczery występ. Sięgnął po ograniczone środki wyrazu, dzięki czemu idealnie wyważył wszystkie cechy swojej postaci. Nie przekombinował, skupił się na przekazaniu swoją grą jak najwięcej minimalnym kosztem. Niewielka gestykulacja i powściągliwość wpływają na wymowę całej produkcji. Staje się ona w pewien sposób pokazem porażającej bezsilności człowieka wobec własnego losu. Początkowo Solomon Northup próbuje się sprzeciwiać swoim oprawcom, ale daje to jedynie tragiczne skutki. Później nie traci nadziei na odzyskanie wolności i walczy o przetrwanie.

Nominacja w kategorii: najlepsza aktorka drugoplanowa, Lupita Nyong’o
Obsypana nagrodami i nominacjami Meksykanka Lupita Nyong’o wcieliła się w postać Patsey, młodej kobiety wziętej do niewoli. Co zadziwiające, jak na debiutantkę spisała się naprawdę znakomicie. Zaliczyła wyjątkowo przejmujący i inspirujący występ, ukazując sugestywnie ogromną gamę emocji. Brawurowo opanowana mimika sprawia, że jej gra jest wyjątkowo przekonująca. Pozostała jednak głównie w cieniu bardziej doświadczonych członków obsady. Odnoszę wrażenie, że Oscar byłby lekką przesadą, a na początku kariery odznaczenie takiej rangi mogłoby zatrzymać jej dalszy rozwój.


Nominacja w kategorii: najlepszy aktor drugoplanowy, Michael Fassbender
W tym roku Michael Fassbender zdobył pierwszą w karierze nominację do Oscara. Już wcześniej udowodnił jednak, że dla roli może zrobić wszystko. Do „Głodu” przeszedł drastyczna dietę odchudzającą, a we „Wstydzie” nie zawahał się przed nagimi ujęciami. Z łatwością przyjmuje różne twarze i świetnie potrafi się wczuć w najtrudniejszą sytuację. Doskonale wypracowana i pełna ekspresji gra aktorska sprawiła, że okazuje się tutaj wręcz nie do poznania. Jako nieczuły Edwin Epps jest niepokojąco naturalny i wiarygodny. Szarżuje, a chwilami wręcz szaleje na ekranie, zna jednak granice i nigdy ich nie przekracza. Świetnie ukazał szeroki wachlarz uczuć, nawet samą milczącą postawą wywołuje niepokój. Nie obawiał się ryzyka, budując swoją wyśmienitą kreację na licznych kontrastach. Jego bohater wydaje się przerażający i bezwzględny, ale jednocześnie nieco żałosny. Fassbender z łatwością kradnie uwagę widza i staje się najważniejszym atutem całego filmu. Warto jeszcze wspomnieć o charyzmatycznym Paul’u Dano, który również wyróżnia się na drugim planie.


Nominacja w kategorii: najlepszy reżyser, Steve McQueen
Po „Głodzie” i  kontrowersyjnym „Wstydzie” Steve McQueen postanowił zekranizować powieść autobiograficzną. Ponownie sięgnął po tematykę cierpienia, chcąc odcisnąć trwałe piętno na odbiorcach. Wykształcił surowy i stonowany styl, który zmusza jedynie do biernego obserwowania wydarzeń. Prawdopodobnie, taki klimat i brak nachalności stanowią zamierzone działanie. Brakuje tu jednak właśnie głębszego ładunku emocjonalnego, który przez cały czas tak usilnie starają się przekazać aktorzy. Historia zamiast wstrząsać i szokować widza, pozostawia pustkę, tak jakby się patrzyło na wszystko przez bardzo grubą szybę. Reżyser spogląda obojętnym i nieczułym okiem na najróżniejsze aspekty ludzkiego upodlenia.  Sam obraz zniewolenia okazuje się niezwykle dosadny i pozbawiony jakichkolwiek złudzeń.


Nominacja w kategorii: najlepszy scenariusz adaptowany, John Ridley
Oparta na faktach opowieść o mężczyźnie, który został oszukany i sprzedany jako niewolnik, to bez wątpienia trudny materiał na film. Jak nie przesadzić, ale jednocześnie dobitnie przedstawić jego dramatyczne losy? John Ridley znalazł na to odpowiedź i stworzył prostą, ale inspirującą historię. Wyraźnie nakreślił barwne portrety psychologiczne bohaterów, które stanowią jeden z istotniejszych elementów produkcji. Uwagę zwracają pewne drobne sytuacje, takie jak niewrażliwość żon właścicieli ziemskich na krzywdę innych. Twórca nie poradził sobie jednak z zupełnie z narracją i samą konstrukcją scenariusza. Monotonność i jednostajność akcji potęgują brak poczucia upływu czasu. Gdyby nie tytuł, nikt nie zorientowałby się, że wydarzenia rozgrywają się na przestrzeni aż 12 lat. Wina tkwi również w słabej charakteryzacji.


Nominacja w kategorii: najlepsza scenografia, Adam Stockhausen i Alice Baker
Znaczna część akcji dzieje się na dworze, lecz nie tylko na polach, ale także w okolicy biednych chatek niewolników czy okazałych rezydencji ich panów. Scenografia doskonale oddaje klimat tamtego okresu i powoduje, że fabuła nabiera większej wartości. Warstwa wizualna okazuje się nieprzesadnie dopracowana i wspaniale dopasowana kolorystycznie. Wyraźne odcienie, a także różnice w zabudowaniach silnie ze sobą kontrastują.

Nominacja w kategorii: najlepsze kostiumy, Patricia Norris
Nie ma tu miejsca na podziwianie majestatycznych sukni, ale raczej na docenienie precyzji wykonania strojów o prostych krojach. Dominują luźne, jasne koszule oraz nieco niechlujne marynarki lub kamizele. W tym wypadku nominacja wydaje się nieco na wyrost, ale nie dziwi, bo przecież to dramat historyczny.

Nominacja w kategorii: najlepszy montaż, Joe Walker
Najchętniej zamiast „Zniewolonemu” wyróżnienie w tej dziedzinie przyznałabym niedocenionemu „Stokerowi”. Tak samo jak w przypadku scenariusza, mój główny zarzut wobec montażu stanowi brak odpowiedniego ukazania przemijania. Każda scena zbyt ściśle łączy się z poprzednią, przez co, wydaje się, że zniewolenie Northupa jest naprawdę dosyć krótkie. Nie ma tu nowatorskich lub dynamicznych ujęć,  dominują proste i dokładnie wycentrowane kadry.

Ocena: 7/10

3 komentarze:

  1. Mam to samo i przypomniałaś mi jak bardzo jestem zła na to, że zabrakło "Stokera"! Naprawdę tego nie rozumiem. Nie wiedziałam, że Lupita jest debiutantką, jeśli tak to rzeczywiście świetny występ.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamy z chłopakiem w planach ten film, może uda nam się zobaczyć w najbliższym czasie :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie,
    http://kulturka-maialis.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciężko mi było ocenić ten film, ale aktorsko jest zagrany naprawdę rewelacyjnie. Nie rozumiem tylko zachwytu nad Lupitą Nyong’o. Mnie jej postać całkiem umknęła i zgadzam się, że Oscar byłby w tej sytuacji przesadą (tak się stało z Jennifer Hudson).

    OdpowiedzUsuń