piątek, 14 marca 2014

Zagubiona autostrada (1997), czyli ucieczka od rzeczywistości

tytuł oryginalny: „Lost Highway”
reżyseria: David Lynch
scenariusz: David Lynch, Barry Gifford
muzyka: Billy Corgan, Barry Adamson, Angelo Badalamenti, Trent Reznor
produkcja: USA, Francja
gatunek: thriller, dramat, kryminał

Filmy, które bawią się emocjami i zawierają intrygujący przekaz zapewniają naprawdę niezapomniane przeżycia. Pozostają w pamięci na długo, także dzięki wyjątkowej atmosferze w trakcie seansu. Czasem twórcom udaje się w dużym stopniu wpłynąć na widza i sprawić, że będzie on wręcz z zapartym tchem śledził rozwój fabuły. Początkowa niepewność przeradza się szybko w niezaspokojoną ciekawość dalszych losów bohaterów. Jak zapowiada się zatem „Zagubiona autostrada”?

Fred Madison (Bill Pullman) jest saksofonistą i wiedzie pozornie spokojne życie. Pewnego dnia, na schodach do swojej rezydencji znajduje kasetę wideo, na której ktoś zarejestrował okrutną zbrodnię popełnioną w jego sypialni. Mordercą okazuje się on sam, a ofiarą jego żona Renée (Patricia Arquette). Policjanci aresztują zdezorientowanego muzyka i zamykają go w więzieniu. Wkrótce odkrywają jednak, że w celi zamiast niego znajduje się jakiś nieznany młody mężczyzna.


Na pierwszy rzut oka „Zagubiona autostrada” prezentuje się bardzo przeciętnie i nie wydaje się oferować nic nowatorskiego. Gdy przyjrzymy się bliżej dostrzeżemy, że stanowi perfekcyjną układankę i jednocześnie labirynt bez jednego konkretnego wyjścia. Po pewnym czasie okazuje się, że nie występuje tutaj żadna chronologia, a wydarzenia rozgrywają się w nieuporządkowanej kolejności. Reżyser pobudza w ten sposób do myślenia i prowokuje do własnych interpretacji. Rozsypuje po drodze mnóstwo niezauważalnych wskazówek i korzysta z wyszukanych metafor, nie próbuje jednak nakierować na odpowiedni trop. Z użyciem skromnych środków potrafi opowiedzieć iście porywającą i nietuzinkową historię. Odrzuca wszelkie szablony i tradycyjne rozwiązania, podąża za to własną niezbadaną ścieżką. Uwielbia manipulować widzem i stawiać przed nim kolejne wyzwania. Konsekwentnie buduje napięcie i trzyma w niepewności do samego końca. Wyjątkowo trudno wydaje się jednak wysnuć poprawne i logiczne wyjaśnienia.


Obsada na czele z Billem Pullmanem i Patricią Arquette spisała się bardzo dobrze i stworzyła intrygujące portrety psychologiczne bohaterów. David Lynch podkreśla, że liczą się przede wszystkim osobiste wrażenia artystyczne, a nie dokładnie zrozumienie danego dzieła. „Zagubioną autostradą” udowadnia swoją ogromną pomysłowość i geniusz. Niewątpliwie jest mistrzem w kreowaniu niejednoznacznych postaci i nielinearnych fabuł. Chce, żeby widz nie był jedynie biernym obserwatorem, a czynnym uczestnikiem, angażuje go więc w sam środek akcji. Zadziwia, szokuje i nie pozostawia obojętnym. Zręcznie przeplata elementy surrealistyczne z realnymi i świetnie łączy je w zagadkową całość. Pokazuje, że granica między rzeczywistością a wyobraźnią czy snem może być bardzo cienka, a niekiedy zupełnie niewidoczna. Udaje mu się przedstawić całą złożoność swojego filmowego świata z użyciem skromnych środków. Niestety, uboga scenografia, nieco 'surowe' zdjęcia i mała liczba dekoracji powodują, że warstwa wizualna nie zachwyca.


Film stanowi wyśmienity thriller, a swoją konwencją przypomina senny koszmar. Początek nie zwiastuje całej gamy emocji, jaka się z nim wiąże. Historia w zaskakujący sposób oddziałuje bezpośrednio na niczego niespodziewającego się odbiorcę. Przez pierwsze czterdzieści minut wywołuje autentyczny niepokój, aż w końcu skutecznie stopniowane napięcie osiąga swoje apogeum. Odnoszę wrażenie, że niektóre sceny czy postacie mogą przerazić bardziej niż w niejednym horrorze. Sprawna praca kamery, płynny montaż i ciekawa narracja sprawiają, że atmosfera staje się szybko niezwykle przejmująca. Powtarzające się oraz powolne ujęcia nadają obrazowi jeszcze więcej tajemniczości. Psychodeliczny klimat potęguje również pieczołowicie dobrana ścieżka dźwiękowa, w której warto wyróżnić utwory Davida Bowie, Marilyna Mansona i zespołu Rammstein. Mroczne i mocne dźwięki kontrastują niekiedy z powoli rozwijającą się fabułą.

„Zagubiona autostrada” to bardzo specyficzne kino, które bez wątpienia nie każdemu przypadnie do gustu. Niektórzy dadzą się porwać szaleństwu Lyncha, a inni poczują się jedynie zagubieni i znudzeni. Polecam przekonać się samemu.
Ocena: 8/10

2 komentarze:

  1. ja chyba zaliczę się do tych znudzonych - nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Kina Lyncha nie jest dla mnie, bo nie lubię gubić się w fabule. Wrażenia artystyczne? Mało co pamiętam...

    OdpowiedzUsuń