poniedziałek, 9 czerwca 2014

Godziny - Michael Cunningham

 Pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty.
Nie jestem zwolenniczką czytania książki po obejrzeniu jej adaptacji, ale czasem to właśnie ona staje się powodem sięgnięcia po pierwowzór. Film Stephena Daldry okazał się dla mnie istnym majstersztykiem i szybko trafił do grona moich ulubionych. W trakcie czytania miałam przed oczami genialne odtwórczynie głównych ról: nagrodzoną Oscarem Nicole Kidman, Meryl Streep i Julianne Moore. „Godziny” to bowiem wyjątkowo zmysłowe i poruszające dzieło.

Na przedmieściach Londynu na początku lat 20. ubiegłego wieku Virginia Woolf zmaga się z trudnościami w tworzeniu pierwszych stron powieści „Pani Dalloway” i próbuje opanować wszechogarniający ją obłęd. Laura Brown wydaje się idealną, kochającą żoną i matką, która mieszka w Los Angeles krótko po zakończeniu drugiej wojnie światowej. Pod wpływem lektury „Pani Dalloway” zaczynają dręczyć ją wątpliwości dotyczące własnych decyzji i wyborów życiowych. Clarissa Vaugham, mieszkanka współczesnego Nowego Jorku, planuje zorganizować przyjęcie na cześć umierającego na AIDS przyjaciela i byłego kochanka, Richarda, który osiągnął kolejny sukces literacki. Mężczyzna przed laty nadał jej przydomek „Pani Dalloway”.  

Idea jest zaskakująco prosta: ukazanie jednego dnia z życia trzech kobiet, które na pozór różni zupełnie wszystko. Łączy je silne przekonanie, że żyją dla kogoś innego, zamiast dla siebie samych oraz „Pani Dalloway”. Im bardziej zagłębiamy się w całą historię, wątki zaczynają się w intrygujący sposób przeplatać. Całość powoli rozrasta się i ujawnia wiele interesujących szczegółów. Fabuła jest mało dynamiczna, pomimo to gwarantuje niespodziewane zwroty akcji. Najwięcej dzieje się jednak w głowach bohaterów, których przeżycia wewnętrzne okazują się wyjątkowo bogate. Dowiadujemy się wiele o ich przeszłości, uczuciach, rozterkach i przemyśleniach. Virginia, Clarissa i Laura poszukują szczęścia i dążą do całkowitego spełnienia. Na przekór oczekiwaniom rodziny i przyjaciół pragną odnaleźć i w pełni wyrazić siebie. Gubią się między własnymi pragnieniami radości i miłości, poczuciem rozpaczy i bezsensowności a wyuczonymi zasadami i przytłaczającą rzeczywistością. Jestem pod wciąż niesłabnącym wrażeniem, ponieważ niemal wszystkie te emocje udało się przenieść również na ekran.

Michael Cunningham ma niewątpliwie niesamowity talent pisarski. Korzysta z wyszukanych porównań, metafor i nie waha się urzeczywistniać swoich najodważniejszych pomysłów. Używa wielkich słów, jego siła polega jednak na tym, że dobrze wie, jak zrobić z nich idealny pożytek. Z namaszczeniem opisuje zarówno życie wewnętrzne, jak i zwykłe przedmioty czy miejsca. Pięknymi słowami celebruje nawet błahe czynności, które dzięki temu stają się wręcz rytuałami. Potrafi na ponad pół strony scharakteryzować krzesło, a poprzez nie jego właściciela: „Zwłaszcza krzesło Richarda jest jak gdyby niespełna rozumu (…)”, „Krzesło (…) jest ostentacyjnie wyeksploatowane i bezwartościowe.”. Z pasją dzieli się swoimi refleksjami i przenikliwie analizuje rozgrywające się wydarzenia. Nie ufa pozorom, spogląda w głąb i stara się dostrzec to, co na pierwszy rzut oka niewidzialne. Skłania czytelnika, żeby on także czytał między wierszami i zastanowił się na całą sytuacją.

Pisarz traktuje każdą postać z równą uwagą, każdej poświęca odpowiedni czas i pozwala, a wręcz zachęca, żeby się z nią zapoznać. Nikogo nie szufladkuje w jednej kategorii, ukazuje raczej jak zmienna może być ludzka natura. Rozmyśla, przewiduje, fantazjuje i daje się ponieść własnej wizji. Nie stara się na siłę wszystkiego zdefiniować, seksualność traktuje jako płynne i szerokie pojęcie. Pokazuje, że różne aspekty osobowości i przyczyny wielu decyzji często trudno sprecyzować. Tworzy barwną galę nieoczywistych i fascynujących bohaterów, którzy naprawdę przykuwają uwagę. Ich emocje są łatwo odczuwalne, dzięki wyczerpującym i żywym opisom. Na kartach powieści konsekwentnie kreuje nietuzinkową opowieść, która zadziwia i angażuje czytelnika. Udaje mu się przekazać ogromny ładunek emocjonalny i oczarować. Uwodzi znakomitym stylem i ciekawą narracją. Umieszczone na tylnej okładce określenie: „przepełniona namiętnościami” wydaje się doskonale oddawać jej charakter.

„Godziny” cechują się niezwykle poetycką stylistyką, która sprawia, że lektura staje się jedynym w swoim rodzaju przeżyciem. Oferuje całą gamę wrażeń i doznań, które pozostają w pamięci na długo. Gorąco polecam zarówno lekturę, jak i mistrzowską adaptację.
Ocena: 6/6 

1 komentarz:

  1. Całkowicie zgadzam się z opinią. "Godziny" to jedna z moich ulubionych książek.

    OdpowiedzUsuń