poniedziałek, 10 listopada 2014

Po prostu życie (2014), czyli krytyk, geniusz i wizjoner

tytuł oryginalny: „Life Itself”
reżyseria: Steve James
muzyka: Joshua Abrams
produkcja: USA
gatunek: biograficzny, dokumentalny

Wyjątkowo trudno jest stworzyć interesujący i zapadający w pamięć dokument, który wywoła silne emocje u widza. Intrygujący temat często może stać się obiecującym materiałem na film, ale trzeba jeszcze umieć go sprawnie i pomysłowo wykorzystać. Na tegorocznym American Film Festiwal zwycięzcą w sekcji American Docs okazał się obraz pt. „Po prostu życie”.

Roger Joseph Ebert urodził się 18 czerwca 1942 w Urbanie. Był znanym i cenionym amerykańskim krytykiem filmowym oraz dziennikarzem. W 1967 roku rozpoczął pracę jako twórca recenzji filmowych dla gazety „Chicago Sun-Times”. W latach 1976–1999 wraz z Genem Siskelem, którego początkowo szczerze nie lubił, prowadził program telewizyjny „Siskel and Ebert at the Movies”. Razem oceniali i dyskutowali na temat filmów, kłócąc się często ze względu na różne poglądy. Ebert organizował wiele wykładów i prelekcji, napisał 3 scenariusze (m.in. „Poza doliną lalek”) i blisko 20 książek (pośród nich „Life Itself”) oraz tysiące recenzji publikowanych w ponad 200 mediach prasowych. W 1975 roku uhonorowano go prestiżową nagrodą Pulitzera, otrzymał także stopień doktora „honoris causa” od American Film Institute. Zmarł 4 kwietnia 2013 roku w Chicago na raka.

Ebert z Genem Siskelem
Steve James, nominowany do Oscara za dokument sportowy „W obręczy marzeń”, postanowił podjąć się produkcji obrazu traktującego o życiu jednego z najsławniejszych krytyków filmowych. Zaopatrzony jedynie w kamerę odwiedzał go w 2013 roku, gdy ten przebywał w szpitalu. Ebert od 2002 roku zmagał się z rakiem tarczycy i gruczołu ślinowego. Przeszedł poważne operacje, które zakończyły się jednak ciężkimi komplikacjami uniemożliwiającymi mówienie. Usunięto mu później część kości szczękowej. Przez kilka lat występował publicznie, ale nigdy nie przestał oglądać filmów i pisać o nich. Prowadził własnego bloga, dzięki któremu utrzymywał bliższy kontakt z czytelnikami. Ostatnią recenzję opublikował trzy tygodnie przed śmiercią. James prowadził z Rogerem długie rozmowy i korespondował z nim mailowo. Zadawał mu najróżniejsze pytania,  na które ten prawie zawsze z chęcią udzielał wyczerpujących odpowiedzi.


„Po prostu życie” to przede wszystkim fascynujący portret niesamowitego człowieka, który całkowicie poświęcał się swojej pasji. Twórcy w poruszający i sugestywny sposób ukazują wydarzenia, które szczególnie wpłynęły na rozwój jego kariery. Szeroka wiedza filmowa i oryginalny, łamiący przyjęte konwencje styl Eberta zjednał sobie wielu sympatyków. Jego wytrwałość i poczucie ambicji są naprawdę godne podziwu. Reżyser okazuje się znakomitym i spostrzegawczym obserwatorem. Dzięki niemu możemy poznać bliżej sylwetkę postaci, która tak wiele zdziałała dla kina i docenić pracę, jaką wykonała. Sceny ze szpitala przeplatają się ze zdjęciami, materiałami z telewizji i wywiadami. Składają się na wspaniałą historię, a seans stanowi wprost niezapomniane przeżycie. Wciąż nie mogę przestać myśleć o wszystkich emocjach, które towarzyszyły mi podczas oglądania. To zdecydowanie najlepszy dokument, jaki kiedykolwiek widziałam.

Ebert z żoną Chaz
Dzieło zapewnia tak wiele wrażeń również dzięki świetnemu montażowi, którym zajął się sam Steve James. Stara się sięgać po najciekawsze szczegóły, które sprawią, że widz nie będzie mógł oderwać oczu od ekranu. Nie ma tu więc żadnych dłużyzn, a przeskoki czasowe są niewielkie. Wiele uwagi poświęcono specyficznej przyjaźni Rogera z rywalem Gene Siskelem oraz miłości do młodszej od siebie Chaz. Wypowiedzi przyjaciół, reżyserów i innych krytyków dopełniają wizerunek inteligentnego i obdarzonego dobrym poczuciem humoru, aczkolwiek upartego i przekonanego o własnej racji mężczyzny. Jego opinie niejednokrotnie decydowały o ogólnym sukcesie lub porażce danej produkcji. Udostępniał je też większej publiczności. Martin Scorsese uważał, że udało mu się zaistnieć właśnie dzięki Ebertowi. Przychylnie wspominał go także m.in. Werner Herzog, Errol Morris czy Ramin Bahrani. Pomimo tego, że w ostatnich latach życia poruszał się na wózku i używał syntezatora mowy, jego otwartość i zaskakujący optymizm bez wątpienia inspirują i motywują.

„Po prostu życie” to zręcznie zrealizowany i poruszający  dokument biograficzny. Jest to intymna i piękna historia Rogera Eberta – wielkiego artysty w swoim fachu. Gdy tylko nadarzy się okazja, koniecznie należy po tę pozycję sięgnąć.
Ocena: 9/10

1 komentarz:

  1. Ciesze się, że powstał dokument o Rogerze. Czytałam wcześniej jego stronę i zupełnie nie spodziewałam się informacji o jego śmierci, choć wiadomo było, że jest poważnie chory. Muszę obejrzeć, zwłaszcza, że b.lubię dokumenty.

    OdpowiedzUsuń